25.10.2013

Wake up call czyli więzień w szkole.

Jak chyba każde high school, tak samo i moje boryka się z problemem narkotyków.
Z tego otóż powodu dziś w szkole trzecio i czwarto klasiści zostali wezwani do auli w której czekała nas 'niespodzianka'.
Na środku sceny siedział więzień, które przebywa obecnie w jednym z większych zakładów karnych w naszej okolicy. Chłopak miał około 20 lat, ubrany był w typowy pomarańczowy uniform, a jego nogi skute były kajdanami, tak że mógł robić tylko nieduże kroki. Za jego plecami stał w pełni uzbrojony, napakowany ochroniarz. Na sam ten widok zamarliśmy, a był to dopiero początek!



Jaki był tego cel? Aby pokazać nam jakie mogą być skutki narkotyków, aby ostrzec nas i pomóc. Rozumiem, że na początku może wydawać się to trywialne. Przyjdzie jakiś gościu, pogada jakie to narkotyki są niszczące a następnie pójdzie. A uczniowie? Spotkają się po szkole za rogiem z blantem i będą się z niego śmiać, że nie potrafi się wyluzować. 

Tym razem było jednak inaczej. To naprawdę w nas trafiło i dało do myślenia. To był porządny 'wake up call'. 

Jak się zaczęło? Każdemu znana historia. Dobry chłopak ulega presji otoczenia aby się przypodobać i sięga po zioło. Na początku jest fajnie, kupa śmiechu i relaks. Przecież to nic złego jak się zrelaksujesz czasem, prawda? Skoro nic się nie dzieje to dlaczego nie pójść o krok dalej? 'Bezpieczne' lekko otumaniające tabletki, od których ciężko się uzależnić ale podobno dają fajny efekt. Zwłaszcza z dodatkiem alkoholu. Skład podobny do tabletki gwałtu. Dla zainteresowanych-niestety nie pamiętam nazwy. Z racji iż jedna tabletka kosztuje 20$, owy chłopak postanawia poszukać tańszego odpowiednika. Pojawia się w nieodpowiednim miejscu i czasie i sięga po heroinę  Od tego momentu wszystko stacza się w dół w ekspresowym tempie. 
Nieodpowiednie towarzystwo, problemy w pracy, podejrzenia szefa i innych pracowników, ogromna utrata wagi i śmierć jego najlepszego przyjaciela na jego oczach z przedawkowania.  Wtedy przestraszył się pierwszy raz. Zobaczył co go czeka. Ale nawet to nie powstrzymało go aby dać sobie kolejny raz w żyłę.
Rodzina była bezradna. Nawet nie próbowali mu pomóc bo nie wiedzieli jak. Od zawsze uznawany był za czarną owoce. Nie wiedział co zrobić ze swoim życiem, czego oczekuje. Ale tak naprawdę jego przygoda zaczyna się dopiero w więzieniu. Gdy wszystko co miał zostaje mu zabrane. Zostaje wysłany na odwyk oraz detoks gdzie cierpi katusze. Jego ciało domaga się heroiny. Wymiotuje, ma drgawki, gorączkę i jest w pół przytomny. Przeżył tak prawie tydzień, nie jedząc nic.
Mówił o swoim koledze z celi którego traktował jak kolegę, dopóki nie zaglądnął w jego papiery i zobaczył że dzieli on pokój z.. mordercą. 
Jego mentalność podczas pobytu w więzieniu zmieniła się o 180 stopni. Na początku myślał tylko o ucieczce i o powrocie do znajomych. Teraz rozumie swój błąd  cieszy się z tego co ma i tworzy plany na przyszłość. Docenia to że w prysznicu ma zasłonę, w łazience drzwi a na podłodze dywan. Żałuje tego jak zranił swoją dziewczynę i matkę. Zmusił je do przejścia przez bardzo ciężkie chwile. Jedną z takich chwil było ich pierwsze widzenie: przez szybę. 
Przez pobyt w więzieniu nie zdążył pożegnać się ze swoim ojcem, który zmarł kilka miesięcy temu. Wtedy zaczął się modlić. Padł na kolana i modlił się płacząc. Nie utrzymuje również kontaktu z braćmi którzy wyjechali do innych stanów na studia.
Na wolność będzie mógł wyjść już na początku Grudnia. I wiecie co nam powiedział? Że nie cieszy się.Powiedział, że się boi. Nie wie czy jest na to gotowy. Obawia się że spotka stare towarzystwo i wszystko się powtórzy. Czeka go ogromne wyzwanie i nie wie czy sprosta. Do końca życia musi pozostać trzeźwy. Zero alkoholu, jakichkolwiek używek czy tabletek. Jeden nieodpowiedni ruch a upadnie raz jeszcze. I nie wiadomo czy da radę się podnieść.
Zmiana jego toku myślenia i postrzegania świata to ogromna zasługa psychologow którzy pracują z nim od kilku miesięcy. Widać w nim ogromną zmianę. 
To było naprawdę ciekawe doświadczenie dowiedzieć się jak wygląda to wszystko od drugiej strony. Pod koniec mogliśmy sobie z nim porozmawiać i zadawać mu pytania. Jest naprawdę dobrym chłopakiem. Zabłądził.
Podziwiam go za to, że odważył się usiąść przed tyloma ludźmi i podzielić się swoją historią aby pomóc innym.
Pod koniec, przed opuszczeniem przez niego sali, jego ręce zostały skute przed nami wszystkimi. Spuścił głowę a nam polały się łzy. To był najgorszy moment. Pojawiły się okrzyki wsparcia i podziwu, a brawa nie milkły. Nie mógł nam nawet pomachać. Kajdanki były za ciasne. 

Izabela

PS. To bardzo ubogie i krótkie streszczenie. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem zachęcam do książek: "Dzieci z dworca Zoo" oraz "Pamiętnik Narkomanki". 

4 komentarze:

  1. Taka terapia szokowa może uratować grupę ludzi, która jeszcze nie jest uzależniona. To zawsze coś. Ci już uzależnieni mają gorzej. Co prawda byłam uzależniona "tylko" od papierosów, ale znam te męki psychiczne i fizyczne jakie towarzyszą odstawieniu. Teraz ciągle stąpam w tym temacie po kruchym lodzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jak najbardziej ZA prowadzeniem takich akcji, uważam, że jedynie one pozostawiają w człowieku to coś co sprawia, że pomyslisz. A tak w ogóle bardzo fajny i ciekawy blog :)
    Gratuluję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam obie książki, które polecasz na końcu. Straszne jest to, że jedna z nich po 8 latach wróciła do nałogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam "My, dzieci z dworca ZOO" lata temu. Pamiętam, że książka ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Sama chyba nie miałam nigdy wśród znajomych nikogo, kto stoczyłby się na samo dno w wyniku brania narkotyków, ale mam w rodzinie alkoholika i wiem, jakie uzależnienie jest trudne zwłaszcza dla rodziny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za twój komentarz i jednocześnie proszę o zachowanie kultury :)

Szablon - Catherine Wolf. Obsługiwane przez usługę Blogger.

instagram