18.01.2014

Minusy życia poza krajem


Często dostaje od was komentarze, że mi zazdrościcie, jak mi to fajnie i chcielibyście zamienić się ze mną. A ja zamiast skupiać się na tym co mam, częściej zastanawiam się nad tym co mnie ominęło lub jakby to było mieszkać w Polsce. Czasami nie potrafię docenić tego co mnie spotkało, jakie mam szczęście, ze przyszło mi poznawać amerykańska kulturę, chodzić tutaj do szkoły i uczyć się języka w naturalnym środowisku. I przyznaje sie do tego.

Jak dla mnie, zostałam wyrwana z Polski i mojego otoczenia w najgorszym momencie. W momencie, kiedy wszystko się zmienia, i każdy dojrzewa. Moi przyjaciele zaczynają tworzyć pierwsze poważne związki, osiągają pełnoletność i zakuwają do matury. Ja muszę czekać jeszcze kilka dobrych lat, aby legalnie napić się alkoholu, lub wejść do jakiegokolwiek klubu. Samochodem jeździć mogę jedynie z osobą dorosłą u boku. Nie będę miała zdanej matury a osiemnastki nikt tu nie celebruje bo nic ona nie oznacza.

Smutno mi że nie mogę celebrować z moimi znajomymi ich osiemnastek, nie mogę uczestniczyć w najlepszej nocy w liceum, która następuje 100 dni przed maturą, a nawet tego, że nigdy nie doznam tego stresu przed tym 'ważnym' egzaminem! (No chyba że kiedyś podejmę się zdania go, co po amerykańskim liceum może być trudne).

Okay, pomyślicie. Ale w Stanach są różne odpowiedniki tych wszystkich rzeczy, które wymieniłam. Ale nie pasują mi one i nie potrafię się do nich przyzwyczaić. Są inne od naszych, polskich. Ja chciałabym zobaczyć jak to wygląda właśnie w Polsce, w kraju w którym dorastałam. Czuję że tyle rzeczy mnie omija! A możliwość że nigdy ich nie doświadczę jest smutna. Bo cholera, chciałabym zobaczyć jak to jest napić się wódki z wychowawca! Chciałabym zatańczyć z dyrektorem na studniówce! Chciałabym być na osiemnastce mojej najlepszej przyjaciółki. Nawet jak nie będzie czerwonych kubeczków.

A nie opłaca mi się kupować biletu na każdą taką rzecz. A nawet jeśli, to czy się opłaca? Nie wiem..
Wy zastanawiacie się jak to jest w takim amerykańskim liceum, a ja zastanawiam się jakby to było w polskim.

Podoby problem miały moje siostry. Jak tu przyleciały, były w wieku kiedy wszystkie ich koleżanki i koledzy wychodzili za mąż. Ominęły ich wszystkie wesela, narodziny dzieci i chrzciny.
To są takie sytuacje kiedy chce się być z bliskimi, które chce się celebrować razem z nimi. Ktore chce sie przezyc.
Z racji różnicy wieku, moje są inne niż ich. Ale mi jest rownie przykro jak im.

Niestety nie mogę zjeść ciastka i mieć ciastka. 



Stayy Positive
Izabela

30 komentarzy:

  1. Trzeba się cieszyć tym co się ma :) Moim zdaniem 18-stki to nic nadzwyczajnego, niedawno skończyłam 18 lat i nic wielkiego się nie wydarzyło ;p Była impreza, byli goście, ale to tylko urodziny. Jedynym plusem jest to, że szybciej od Was możemy samodzielnie prowadzić auto. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej nie, ona może prowadzić od 16 roku życia, co prawda nie sama ale mimo wszystko...

      Usuń
    2. Przecież u nas można jeździć samodzielnie od 16 roku życia, co prawda smartem, ale jednak. :)

      Pozdrawiam, bardzo miło się czyta twojego bloga Izabelo. :)

      Usuń
  2. Tak naprawdę to wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Myślę, że znalazłabyś tyle samo plusów życia tam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Każda sytuacja ma swoje blaski i cienie :) Nigdy nie doceniamy tego co mamy (jak się ładnie zrymowało). Fajnie, że na twoim blogu można poczytać jak to wygląda naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A na początku chciałaś wyjechać czy to była wyłącznie inicjatywa twoich rodziców? Teraz wolałabyś wrócić czy zostać tam dalej? Chociaż domyślam się, że to dosyć trudne pytanie i odpowiedź na nie może nie być taka prosta i jednoznaczna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była głównie inicjatywa rodziców, a ja miałam kilkanaście lat więc nie miałam wyboru. Nie mogłam zostać sama.
      Poza tym wizja Stanów i amerykańskiej szkoły ogromnie mnie ciekawiła. W końcu nie każdy dostaje taką szanse.

      Usuń
    2. Widzę, że już dostałaś parę motywujących komentarzy i zgadzam się z nimi - nie ma co marnować czasu na gdybanie. Na pewno jest to jakaś szansa, a czy lepiej było by ci tu czy tam.. o tym już się pewnie nie przekonasz ;)

      Usuń
  5. Taka sytuacja jest trudna, w szczególności ze względu na gigantyczną odległość ale chyba wolałabym wyjechać gdzieś całą rodziną niż być rozbitą na 2 kraje bo to nie jest fajne. Moi rodzice moją sytuacje w domu chyba traktują trochę jako przejściową ale coraz rzadziej pojawia się motyw powrotu taty na stałe.

    OdpowiedzUsuń
  6. W życiu po prostu jest tak, że chce się często mieć to, czego się nie ma. Spróbuj dojrzeć jakieś pozytywne strony dla Ciebie mieszkania w USA. Jestem pewna, że tutaj też zdobędziesz przyjaciół i będziesz się bawić na ważnych dla nich dniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzeba przyjmować to, co jest. To faktycznie trudny wiek na zmiany, ale w zasadzie nie wiesz też, czy nie omijają Cię oczekiwania a nie prawdziwe wydarzenia. Studniówka może być zwykłą dyskoteką, gdzie nauczyciele się obrażą, bo zobaczą kogoś z piwem pod stołem i ją nagle zakończą. Osiemnastka też może być różna, ja z powodów osobistych nawet nie miałam głowy zauważyć, że stałam się pełnoletnia. Wódkę się piło i przed osiemnastką, też jakoś tam możesz skołować ;]
    Oczywiście rozumiem, że przyjaciele z PL opowiadają, co się u nich dzieje, w momencie kiedy Ty dopiero aklimatyzujesz się w Stanach, ale jedno ominie, drugie nadejdzie :) Dostałaś fajną szansę od losu, to niezła przygoda tak obrócić swoje życie do góry nogami.
    Matury nie żałuj i nie rób, światowa porażka, która na nic nie ma większego znaczenia (ok, na rekrutacje na dzienne studia, które w Polsce i na świecie również ani dobrze nie uczą, ani nie gwarantują niczego).
    Wiem, jestem maruder z Polski. Mimo wszystko fajnie, że o tym piszesz i dzielisz się tym poczuciem, nam zupełnie nie znanym :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Otóż to. Jak to mówią: "jak się nie ma to co lubi, to się lubi to co ma" i chyba niestety musisz się z tym pogodzić...

    OdpowiedzUsuń
  9. Napic sie wodki z wychowawca?!!
    Na mojej studniowce nie bylo zadnego picia z zadnym z nauczycieli.
    A dyrektor tak nie przyszedl bo byl juz million razy na studniowkach i mu to wisi....
    Nawet jesli to troche nie ogarniam twoich studniowkowych pragnien.....
    Studniowka is overrated :p
    Serio nie przejmuj sie ze studniowka cie ominela, bo bedziesz na jeszcze wielu imprezach ktore sa tysiac razy lepsze niz 100dn. Wierz mi.
    W szczegolnosci jak pojdziesz do collegu.
    A co do matury.....chyba kpisz!
    Ten stres....wszczegolnosci na matmie....zdawalam 4 lata temu a do teraz mam koszmary od czasu do czasu ze jej nie zdaje.....
    Radze przemyslec to jeszcze raz bo jestes w pozycji lepszej niz nie jeden twoj polski kolega.
    Amerykanie sa ekhm tak glupi (sorry,) ze ktos z polski moze tam zrobic o wiele wieksza kariere niz wiekszisc z nich.
    Skup sie na pozytwach i zyj tym co jest teraz a nie przeszloscia i gdybaniem co by bylo gdyby....bo stracisz wiele cennego czasu ktorego juz nie odzysksz. Wiem co mowie bo sama zrobilam ten blad. Trzymaj sie i stay positiveeee! Tytul bloga chyba zobowiazuje co nie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za przemiły i motywujący komentarz! Tego mi było trzeba :) Dziękuje

      Usuń
    2. Ja się zgadzam z anonimowym, też pisałam maturę 4 lata temu i jak myślę o studniówce to wydaje mi się, że będąc w liceum wszyscy uznawali studniówkę i maturę za coś niesamowicie ważnego i ekscytującego. Studniówka to tak naprawdę zwykła impreza, za którą się trochę więcej płaci. Jest fajniejsza od typowych imprez, bo większość osób jest w miarę trzeźwa, jest dużo kulturalniej no i wszyscy tacy eleganccy. Natomiast matura nie jest takim trudnym egzaminem, o ile się uczymy systematycznie. Od czasu do czasu udzielam korepetycji z matematyki i jak przygotowuję innych do matury podstawowej to widzę jakie mają braki, widzę ile jeszcze muszą popracować. Niestety nie ma zbyt wielu dobrych matematyków, dlatego dużo osób bardzo stresuje się maturą i to dla nich koszmar. Mi się wydaje, że faktycznie sporo Cię ominęło, ale będąc w Stanach masz większe możliwości, możesz zyskać więcej doświadczeń i uwierz... niejedna dziewczyna chciałaby się z Tobą zamienić. Dlatego doceń to, co masz! :)

      Usuń
  10. Najważniejsze co masz teraz, doceniaj to bo to i tak wiele. Ja każdy dzień spędzony w uk doceniam ogromnie, nie chce wracać mimo że nie mam tu nikogo i tęsknię za rodzinai przyjaciólmi nie mam poza tym do czego wracać...

    OdpowiedzUsuń
  11. Tytul postu ma sie nijak do tresci.....

    OdpowiedzUsuń
  12. to naturalne, że masz takie myśli, jak mówią "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Zamierzasz zostać w Stanach na stałe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Został mi jeszcze jeden rok w High School i zamierzam go zaliczyć. Co będzie dalej, jeszcze nie wiem.

      Usuń
  13. Iza, Aniamaluje dobrze to ujęła. Taka nasza polska natura, wyszukujemy wszystkie "przeciw", a pozytywów jest masa. Domyślam się, że wyjazd do US nie był Twoją samodzielną decyzją, ale pewnie w niedługim czasie osiągniesz lat 18-naście i sama będziesz mogła zdecydować co jest dla Ciebie ważne.
    Te imprezy, urodziny, wesela, och to wszystko pięknie brzmi i zawsze boli, jeśli możesz co najwyżej, zadzwonić, ale Polska to też bieda, brak pracy i inne niezbyt kolorowe, aspekty życia.

    Mieszkam w UK, wyjazd był moją świadomą decyzją, a jednak mam wiele momentów, kiedy tęsknota, albo żal przysłania mi jasne widzenie.

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach to jest problem emigracji, też miała w liceum koleżankę, której rodzice chcieli na stałe wyjechać do USA, ona tak bardzo chciała zostać, wszyscy jej kibicowaliśmy, z tego co wiem, udało się jej. Różnica była jednak taka, że ona już tutaj była pełnoletnia. Rozumiem Ci i współczuje, ale z drugiej strony, pewnie jakbyś była tu, tęskniłabyś za rodziną, która jest w Stanach. Każdy medal ma dwie strony, jak to mówią ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Możesz tworzyć swoją własną historię i wspomnienia bez względu na miejsce zamieszkania :) Przynajmniej ja tak do tego podchodzę. Mogłabym wyjechać i na pewno przez kilka tygodni/miesięcy czułabym się nieswojo, ale czas to najlepszy lekarz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z pewnością była to olbrzymia nieoczekiwana zmiana w Twoim życiu i konieczność uporządkowania sobie wszystkiego na nowo. Trzeba to potraktować jak wyzwanie, bo wiele osób marzy o takiej możliwości :) Nawet jeśli później rzuci Cię do polski, to powinnaś być dumna, że tego doświadczyłaś. Dzięki temu poznałaś realia życia w innym kraju, nauczyłaś się języka, poznałaś mnóstwo ludzi. Są dobre strony :) Wiadomo, że tęsknisz za Polską, za znajomymi, za tradycjami, bo wszystko jest inaczej. Inaczej, niekoniecznie gorzej :) Moim marzeniem jest pojechać do innego kraju i pomieszkać tam trochę, jak tubylec. Raz mi się udało, ale w kraju, który mnie nie porywał w ogóle (w Holandii). To nie było to, więc wróciłam do PL. Czaję się na Londyn :) Nie na stałe, ale tak, żeby zobaczyć jak to jest. Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuje wszystkim za przemiłe i wspierające komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Doskonale CIę rozumiem Iza... wprawdzie przyleciałam do USA już po studiach, więc studniówkę miałam, ale ominęły mnie wesela przyjaciólek, narodziny dzieci itp. Jeszcze jako nastolatki planowałyśmy sobie jak będą wyglądały te najważniejsze dla nas dni, że oczywiście będziemy wtedy razem, no ale niestety życie pisze inne scenariusze. Teraz już pogodziłam się z tym wszystkim i jest naprawdę dużo łatwiej, choć oczywiście jakiś tam żal zawsze jest. Choć i tak za najtrudniejsze uważam to, że cała moja rodzina jest w Polsce, a tu jestem tylko z mężem.... Pozdrawiam i trzymaj się Iza:*

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy High School w Stanach to odpowiednik polskiego liceum? I czy dopiero po ukończeniu High School można iść do College'u? Możesz dodać notkę o tym, jak wygląda struktura szkolnictwa w Stanach. Jestem bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, high school to liceum. napisze o tym notke :)

      Usuń
  20. dziewczyno, młoda jesteś i głupia, nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że masz możliwość mieszkać w USA! Ja mam teraz 27 lat, całe życie mieszkałam w Polsce, na imprezy zaczęłam chodzić w wieku 17 lat a praktycznie skończyłam w wieku 19tu. Niestety moje trudne studia nie pozwoliły mi na latanie po imprezach, jedyne co to mogłam sobie skoczyć na piwko z kolegami z grupy. Gdy skończyłam studia w wieku 24 lat okazało się, że wszystko mnie ominęło - w klubach są same dzieciaki z liceum, dorośli ludzie (zwłaszcza kobiety) nie mają tu żadnego życia rozrywkowego - wiadomo, facet się cieszy że natknie się na jakąś małolatę której zaimponuje choćby tym, że sam mieszka lub ma pracę. Jak widzisz studia kosztowały mnie wiele wyrzeczeń a teraz nawet nie mogę po nich godnie żyć (ledwo starcza na jedzenie i mieszkanie, ciuchy kupuję jak mi się zniszczą stare, kosmetyki tylko najtańsze). Mam koleżankę, która pojechała do USA, prawie nie mówi po angielsku ale znalazła pracę w sklepie, razem z mężem mogą sobie pozwolić na dom, wakacje, 2kę dzieci... Nie ma żadnego wykształcenia ani stresu w pracy i żyje jej się łatwiej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za twój komentarz i jednocześnie proszę o zachowanie kultury :)

Szablon - Catherine Wolf. Obsługiwane przez usługę Blogger.

instagram