08.05.2014

Amerykanie owijają w bawełne

Musisz się nauczyć na ten sprawdzian. Przestań się obijać. Jesteś taki leniwy. Weź się w końcu za naukę... 

Czyli bardzo silne słowa, musisz, przestań, jesteś taki i taki, zrób to i tamto. Używamy ich cały czas i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy jak negatywnie i mocno one brzmią. Ale to część naszego sposobu w który się wypowiadamy. Tak konstruujemy wypowiedzi w naszej kulturze i języku i nawet nie zwracamy na to uwagi. Mówimy bezpośrednio. 


 Z amerykańskim sposobem mówienia jest odwrotnie. Oni lubią iść na około. Owijać w bawełnę. Nie powiedzą Ci dokładnie o co im chodzi, a jedynie delikatnie zarysują sytuację i dadzą wskazówki abyś sam wywnioskował o co im chodzi. Oni nie zdają sobie z tego sprawy, że tak mówią. Nie robią tego specjalnie, abyś się głowił co mają ci do przekazania. To jest część ich kultury i mówienie do kogoś używając silnych słów takich jak na przykład must, jest uznawane za niekulturalne. Nie powinieneś zwracać się tak do kogoś bo automatycznie stawiasz się na pozycji wyższej, rozkazującej, a tego nikt nie lubi. Zamiast prowadzić miłą konwersację, Amerykanin powoli się wycofa i będzie sceptycznie nastawiony.

Przecież jest tyle słów których możemy użyć aby komuś coś doradzić, zasugerować. Should, 'd better, can, ought to... Jeśli koniecznie chcesz podkreślić że ktoś musi coś zrobić użyj have to. Aczkolwiek nie przypominam sobie aby ktoś tak do mnie powiedział (chyba, że było to w jakimś urzędzie gdzie wymagane jest coś co muszę zrobić/spełnić jakieś warunki aby coś uzyskać).


Bardzo fajnie widać to w szkole w relacjach nauczyciel - uczeń. Tu również nauczyciel nie będzie stawiał się na wyższej pozycji, nie będzie ci rozkazywać ani krytykować. Nie ma prawa cie oceniać. On wykonuje swoją pracę w dziedzinie usług. Jest po to aby Ci pomóc, przekazać wiedzę i ułatwić ten proces uczenia się. Nie ma żadnej hierarchii. Wiadomo, że jest lepiej wykształcony i mądrzejszy, bo jest starszy. Ale nie odnoszę wrażenia, że mamy go za to wielbić, czcić czy podlizywać się bo on jest nauczycielem a my 'zwykłym uczniem'. Szacunek i kultura osobista wystarczają. Za kilka lat wszystko może się zmienić, bo wiadomo że ty pójdziesz na studia. Mojej nauczycielki matematyki uczeń, jest obecnym dyrektorem szkoły. Jeszcze jakiś czas temu siedział u niej w klasie i pisał sprawdziany, a teraz przychodzi na wizytacje sprawdzać ją. Role się odmieniły.  

Nauczyciel nie powie Ci że się obijasz i nie uczysz bo masz słabe oceny. Nie ma prawa oceniać co ty robisz. Bo może się uczysz ale po prostu Ci to nie idzie? 
Gdy wychodzi Ci słaba ocena usłyszysz coś w stylu: "Stać Cię na więcej! Postaraj się bardziej, jestem dziś po szkole to możesz przyjść i Ci pomogę." 
Nie powie Ci bezpośrednio że oblałeś. "Dodałem kilka nowych ocen w dzienniku, wejdź na stronkę i popatrz. Myślę że mogłeś napisać to lepiej."

Nie usłyszysz także, że musiałeś coś zrobić. Co najczęściej mówią to: "You were supposed to do this as a homework". 
Czyli coś w stylu "Ty powinieneś był zrobić to jako zadanie domowe".
(Powinieneś był, ale czy to zrobiłeś to zależy od Ciebie. Było oczekiwane od Ciebie abyś wykonał to. Kiedy używasz have to albo must to znaczy, że nie masz wyboru. Nie wiem czy ta różnica pomiędzy ssupposed-powinieneś był a had to-musiałeś jest tak mocno widoczna w języku polskim, jak w języku angielskim).

Nawet taka banalna sytuacja kiedy nauczycielka podawała nam skalę oceniania. 
Wymieniała że za 100-90 % dostajemy ocenę A, za 89-80 B.. i tak dalej... Kiedy doszła do 65% i poniżej, co oznacza nie zdanie i ocenę niedostateczną (F) powiedziała jedynie
"If you get 65% or below, I think you could have done better". 


Stayy Positive
Izabela


EDIT. Podałam przykłady ze szkoły bo było mi tak najwygodnie. Nie oznacza to, że jedynie nauczyciele tak robią. To jest sposób w jaki wypowiadają się  Amerykanie. Tak kodują informacje i tak mówią nieświadomie. Owijają w bawełnę i delikatnie sugerują wiele rzeczy. Nie lubią nazywać rzeczy po imieniu.

13 komentarzy:

  1. To bardzo ciekawe, co piszesz. I tak różne, od tego co mam ukształtowane w głowie ''nauczyciel pan i władca, uczeń - całkowicie podporządkowany'' ;-)) Ot, polskie realia. Jak to wszystko się ma do naszej rzeczywistości, gdzie nauczyciel nieraz wyładowuje wszystkie swoje frustracje na uczniach, wyśmiewa,'tępi' itd ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to wszystko zależy od człowiek ale mnie bardziej motywuje jakieś dosadne stwierdzenie na zasadzie- dostałaś złą ocenę/nie zdałaś egzaminu bo zawaliłaś, nie uczyłaś sie wystarczająco długo niż jakieś łagodniejsze stwierdzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. Na początku też chciałam do tego podejść na zasadzie 'co badziej motywuje' ale stwierdziłam, że częśc osób bardziej zmotywuje 1. opcja, bo będzi eto taki 'kop w d*', a innych 2. bo skupia się bardziej, na tym że to ONI coś zrobili i mogą to jeszcze poprawić, jeśli tylko się postarają, bo szanse nie są stracone.

      Usuń
    2. Wszystko zależy od człowieka. Mnie na przykład nie motywuje kiedy ktoś we mnie nie wierzy i źle się do mnie odnosi. Ale sposób w który wypowiadają się nauczyciele, nie jest związany z motywacją. To jest sposób w jaki wypowiadają się Amerykanie. Tak kodują informacje i tak mówią nieświadomie. Owijają w bawełnę i delikatnie sugerują wiele rzeczy.

      Usuń
  3. Myślę, że w tym akurat amerykańska szkoła jest lepsza. Nauczyciele motywują i zachęcają abyś zrobił coś lepiej, a nie tak jak nasi "masz złe oceny bo się nie uczysz, jesteś debilem". Nie mówię, że wszędzie tak jest, ale tak to wygląda w większości polskich szkół.

    OdpowiedzUsuń
  4. kolejna interesująca rzecx do zapamiętania dla mnie, jako przyszłej naucxycielki :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja nauczycielka od polskiego tak mówi :D przynajmniej do mnie :) "stać cię na więcej", "marnujesz swój potencjał" :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Owijanie w bawełnę, to jest coś, co rzuciło mi się totalnie w oczy podczas mojego pobytu w Anglii. Pracowałam tam jako au pair i mój host często wszystko mówił okrężną drogą, tak żeby tylko pozostać miłym, ale w większości miałam się domyślić o co mu chodzi. Duuuuużo czasu spędziłam z Anglikami i rzeczywiście są strasznie grzeczni i raczej rzadko mówią coś wprost. Z jednej strony to polubiłam, z drugiej strony zalatywało trochę takim fałszem. Teraz mieszkam w Norwegii i nie wiem czy to jest wina ich znajomości języka, albo po prostu ciągle rzucają mi jakimś "must", "have to", "you're doing it wrong" i tak dalej. Mam już tego totalnie dość po tym do czego się przyzwyczaiłam w UK... No ale, co kraj to obyczaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak fajnie, że o tym piszesz! Zastanawiałam się właśnie czy to domena Amerykanów czy inne kraje, zwłaszcza te angielskojęzyczne też mają taką tendencje. :)

      Usuń
  7. orientujesz sie mniej wiecej jak wyglada sprawa z community college? moglabym napisac do ciebie na meil, bo to troche zgmatwana sprawa :P i jak tak,to podalabys?^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie bardzo :( u mnie wszystko zalatwiane jest przez liceum, duzo zalezy tez od collegu do ktorego chcesz isc. Email jest na gorze strony po prawej stronie :)

      Usuń
  8. Niemcy robią tak samo. Często też, kiedy mówią swoje zdanie to podkreślają to, że jest to tylko ich zdanie i możemy się z tym nie zgadzać.Nie narzucają swojej racji, jak często robią to Polacy. Ciekawy post. Wgl super jest ten blog, czytam i czytam i naczytać się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może jest to grzeczniejsza forma komunikowania się, jednak czasem trzeba coś powiedzieć wprost. Osobiście nie lubię owijania w bawełnę, bo wtedy powstaje wiele niedomówień. Jeśli ktoś chce mi coś powiedzieć, niech to powie prosto z mostu, sama robię dokładnie tak samo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za twój komentarz i jednocześnie proszę o zachowanie kultury :)

Szablon - Catherine Wolf. Obsługiwane przez usługę Blogger.

instagram