20.10.2014

Wypisałam się z polskiego liceum


Moim celem jest matura, a sposobem i pomocą aby to osiągnąć stało się liceum. No i się zapisałam. Szkoda, że nie wytrzymałam psychicznie.

 Szkoła miała być jedynie podporą, czymś pobocznym, drogą do osiągnięcia większego celu (matura-studia). Do nadrobienia mam dwa lata i tylko kilka miesięcy, żeby przygotować się do tego egzaminu. Głównie sama, bo w szkole realizowany jest program. A więc bardzo dużo zależy ode mnie, mojego podejścia, nauki własnej, przygotowania i chęci. Zmobilizowana byłam. Gotowa poświęcić przyszłe miesiące nauce, korepetycjom i zadaniom. 

Szkoda jedynie, że wszystko zostało we mnie zabite i stłamszone. Na wejściu. Bo przecież; 
"Jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież ty nie masz szans na zdanie matury." 

Ale ja, pełna pozytywnej energii i chęci do nauki, weszłam do nowej klasy. Przedstawiłam się nauczycielom, kupiłam wszystkie książki, zgłaszałam na lekcji, udzielałam, robiłam notatki , kserowałam zaległe zeszyty i starałam czerpać z lekcji jak najwięcej. Chciałam się uczyć. Po to chodziłam do szkoły.

Byłam jak gąbka. Chłonęłam wszystko. Wraz z negatywną energią i okrutną atmosferą. 

Dość szybko zorientowałam się, że panują tu dziwne zasady. Uczniowie są zestresowani, poddenerwowani, wręcz zastraszeni. Nauczycielka zadaje pytanie klasie, ale nikt się nie zgłasza. Każdy się boi, pomimo że zna odpowiedź! Uczniowie siedzą wyprostowani z rękami równo ułożonymi na ławce, bo oberwać można za głupią minę czy popatrzenie się w złą stronę. Tresura! Zgłaszam się do odpowiedzi a oceniany zostaje nie poziom mojej wiedzy i przygotowanie, a moja gestykulacja. Dostaje opierd*l (przepraszam inaczej tego nazwać nie mogę), bo nauczycielce nie podoba się moja mimika twarzy. Jest zbyt infantylna. Nie przyzwyczajona do nowej sytuacji, gdzie dostaje burę od obcej pani sama nie wiem za co, jak przez mgłę słyszę: "Być może takie zachowanie było odpowiednie w kraju z którego przyszłaś, ale ja nie toleruje takiego czegoś w mojej klasie." Przepraszam bardzo, ale za co ja obrywam? Że zgłosiłam się do odpowiedzi i przedstawiam co wiem, czego się nauczyłam? 

Ale ja szybko zrozumiałam o co chodzi. Wystarczyło szeptać przy odpowiedzi, mówić drżącym głosem, okazywać strach i skruchę a siadało się z piątką. Jak ja śmiałam odpowiadać 'w normalny sposób'. Nie rozumiem, że nauczyciel jest królem a ja jestem jedynie ubogim chłopem, który nigdy nie zmieni swojego statusu i już zawsze będzie uprawiał tę ziemię dla wielmożnego pana? Porównanie okropne, ale jakże oddające sytuację! Uczniowie nie byli tam traktowani jak ludzie. Już nie wspominając o tym, że w klasie maturalnej większość osób jest pełnoletnia.

Myślałam, że nauczyciele są od tego aby przekazywać mi wiedzę. Należy okazywać im szacunek i respekt, bo wykonują niełatwą pracę. Ale po co ten strach? Ta tresura? To dogryzanie i ocenianie? Dlaczego dodają sobie przywilejów i myślą, że są w stanie kontrolować ucznia?

Ocenianie. Bo jak to tak? Jakaś Amerykanka, pewnie głupia i maturę chce zdawać. Co ona sobie wyobraża? Dostawałam od nauczycieli przeróżne teksty. Zaczynając od "Czy rozumiesz język Polski?", po 

"Po co tu przyleciałaś? Czy zdajesz sobie sprawę jaka jest obecnie sytuacja w Polsce?", "Wojna się zbliża, wiesz o tym? Mówią coś o tym w tej Ameryce? Pewnie nie, bo oni to maja inne kraje gdzieś", 
"Będziesz tu zarabiać 1250zl, jak wyżyjesz? Co tu będziesz robić?".
"Dlaczego wróciłaś z Ameryki? Podobno to taki dobry kraj dla młodych ludzi. Z tyloma perspektywami! Coś ty zrobiła!?"

Jeszcze ciekawiej było, gdy dowiadywali się, że przyleciałam do Polski sama. "Co ty wygadujesz! Sama! A ty masz 18 lat skończone?" 
A kończyło się na ocenianiu moich rodziców. Jakimi okrutnymi opiekunami muszą być. 
"Jak ty się tu odnajdujesz sama? Musi być Ci ciężko tak... bez wsparcia rodziców... co oni sobie myśleli".
Już nie wspominając o takich prostych pierdołach, że nie miałam prawa za siebie odpowiadać. Kogo to obchodzi że jestem pełnoletnia? Nie mam prawa podpisać żadnej zgody, usprawiedliwić się czy zwolnić. Pomimo że rodzice wyrażają zgodę, abym odpowiadała sama za siebie, bo ich nie ma w kraju. Znają mnie, mają do mnie zaufanie, mam 18 lat, mogę za siebie odpowiadać. Ale szkoła wie lepiej. :)

I co ja miałam robić? Spowiadać się, że mam najlepszych rodziców na świecie i rozmawiamy codziennie? Że mam z nimi lepszy kontakt niż niejedna osoba w mojej klasie? Tłumaczyć dlaczego podjęłam taką decyzję a nie inną? Znosić ich głupie dogryzki i komentarze? Słuchać codziennie, że jestem idiotką i nie zdam matury?
Przychodziłam do domu i płakałam. 

Zero tolerancji, jakiegokolwiek zrozumienia, szacunku do człowieka. Przez dwa tygodnie schudłam 4 kilogramy, a ze stresu zaczęłam mieć problemy ze snem. Po szkole chodziłam blada jak trup, a ręce trzęsły się jakbym miała delirkę. 

Szkoła, instytucja której zadaniem jest kształcić i przekazywać wiedzę chyba troszkę się zapomniała i zaczęła przypisywać prawa których nie ma.

Chcąc ratować sytuację wybrałam się do psychologa szkolnego. Nie pomógł mi wcale. Miałam wrażenie. że chce mu się ze mnie śmiać i traktował mój problem jako 'wymysł głupiej nastolatki". Kazał mi przeczekać, a najlepiej nie przejmować się nauczycielami. No i z kimś o tym porozmawiać (!). Stwierdzono, że jestem za bardzo wrażliwa, emocjonalna i delikatna. 


Let me get this straight! Dwa lata temu przeprowadziłam się do obcego kraju, gdzie poszłam do szkoły, w której nauczono w języku którego nie rozumiałam z osobami których nie znałam. Nie wiedziałam jak mam się komunikować. Siedziałam na lekcjach jak głupek i nie rozumiałam słowa o czym nauczycielka opowiada. Pierwsze dni spędziłam sama na lunchu jak w tych typowych amerykańskich filmach. Byłam w kraju, o którym nie wiedziałam prawie nic. Nie znałam zasad, kultury czy zwyczajów.  Nie miałam tam nikogo oprócz rodziny. Nie uroniłam żadnej łzy. Nie poddałam sie i nie narzekałam. Nie miałam żadnych większych trudności ani problemów w odnalezieniu się. Już w grudniu zostałam uczniem miesiąca a pod koniec roku znajdowałam się na liście top 10 students. Poznałam świetnych ludzi i mam świetne wspomnienia. I ktoś mi będzie mówił, że jestem słaba i wrażliwa? Że nie radzę sobie w nowych sytuacjach? Znam siebie tak samo jak znają mnie moi rodzice. Gdy przedstawiłam im sytuację, powiedzieli jasno: jeśli źle się czujesz i masz się męczyć, to wypisz się. 


Na do widzenia usłyszałam, że w innej szkole na pewno nie zdam matury, bo oni mają najlepszą kadrę nauczycieli. No rzeczywiście. Jeszcze nie słyszałam o nauczycielce, która urządzałaby uczniom RZEŹ. I mówiła o tym otwarcie. W dni takiej rzezi ubiera się cała na czerwono. Stres uczniów niezapomniany, a zadowolenie i satysfakcja na twarzy nauczycielki okropna. I pytam się - po co to? 


No matter what - Stayy Positive!
Izabela

Chcę aby nazwa szkoły, a tym bardziej nauczyciele zostali anonimowi, więc wszystkie komentarze, które będą zawierały te informacje będą usuwane. Dziękuje za zrozumienie :)

83 komentarze:

  1. Współczuję, że trafiłaś akurat na takie liceum. Przypadki gnębienia uczniów są niestety dosyć częste.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja co prawda chodzę do liceum, gdzie większość nauczycieli jest całkiem fajna, ale rozumiem Twoją sytuację bardzo dobrze (miałam tak w gimnazjum). Ale co zamierzasz teraz zrobić? Zmienić liceum czy przygotowywać się jakoś zaocznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę przygotowywać się zaocznie. Napiszę o tym osobny post :)

      Usuń
    2. O właśnie chciałam Ci powiedzieć, że to najlepsza opcja to zaoczne :) Po za tym w Polsce trzeba mieć twardą dupę w szkole. Już moja 5 latka jest tresowana, a ja tresuje za to nauczycieli :). Trzymaj się, trzymam kciuki by było dobrze!

      Usuń
    3. CzarnyMotyl: Bardzo dobrze robisz! :)

      Usuń
    4. Też tak myślę, że to przepisanie się do zaocznego tylko oszczędzi Ci nerwów i lepiej na tym wyjdziesz :) Jestem przekonana, że Ci bardzo dobrze pójdzie matura. Wiadomo, z angielskiego zdasz na pewno jak najlepiej, ale chodzi mi też o inne przedmioty - poradzisz sobie! Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki :)

      Usuń
    5. Zgadzam się z Calathiel - uczenie się własnym tempem jest najlepsze, tym bardziej, że masz jakieś tam zaległości. Jestem pewna, że zdasz maturę bardzo dobrze. Chciałam też podziękować, bo zmusiłaś mój mózg do wyjścia ze strefy komfortu. Zdałam sobie sprawę, że tak, moje liceum jest fajne i tak, jest miła atmosfera, ale ja się nie rozwijam. Nauczyciele nie wymagają od nas praktycznie niczego, jesteśmy w tyle z programem, a co więcej kończąc gimnazjum miałam więcej punktów z matury podstawowej niż po 1,5 roku uczenia się jej na poziomie rozszerzonym! Nie wiem, czy zdecyduję się na zmianę liceum, ale czekam z niecierpliwością na kolejny tekst ;)

      Usuń
    6. Jestem totalnie PRZERAŻONA. Sama uczę w szkole...w podstawówce, ale nie wyobrażam sobie czegoś takiego na żadnym z etapów edukacyjnych. Jak można zastraszyć tak ucznia i mu nie pomagać?! Na szczęście ja NIGDY nie trafiłam na tego typu szkołę. Pamiętaj : stay possitive!
      MM

      Usuń
  3. Trafiłaś chyba na złą szkołę. Ja chodzę do "najlepszego liceum w mieście" "renomowana, elitarna placówka" "uczyć się tutaj to prestiż" "dostają się tutaj najlepsi z najlepszych" "tutaj byle kto nie chodzi" - słyszę to na codzień. Zdawalność matury 100%, nie wspominając o sukcesach na innych polach. Nie ma lenistwa, nie ma opieprzania się, ale nie ma mowy o strachu czy tak negatywnym (jak opisałaś) wpływie nauczycieli. Są uśmiechnięci, otwarci, chętni do pomocy, a atmosfera w szkole jest wprost niesamowita. Ceni się kreatywność i pracę, mimo wielu rad, które dostawałam ("Nie idź tam, to jest chora szkoła" "Siądziesz psychicznie" "Daj sobie spokój, będziesz wyć po nocach") jak dotąd nic takiego nie miało miejsca i nie żałuję, że tam uczęszczam. Masz już dalszy plan na naukę? Mam nadzieję, że jeszcze trafisz na jakieś lepsze liceum, jesteś mądra więc sobie poradzisz. Pozdrawiam gorąco! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że liceum do którego uczęszczałam również uznawane jest za 'lepsze' i dostają się do niego nieliczni. Ciesze się, że chociaż Tobie się udało! :* Plan jest, podzielę się nim w niedalekiej przyszłości :)

      Usuń
  4. Po pierwsze: Nie mogłam się doczekać kolejnego wpisu. ;] Jak dobrze, że nie zrezygnowałaś z bloga.
    Po drugie: Na przykładzie koleżanki: "Dzisiaj brał nas do tablicy z fizyki. Całe szczęście mi się upiekło. Ale co to będzie jutro? 21+10=31 czyli mój numer w dzienniku! A przecież on wybiera schematem." - Nie rozumiem tego. Narzeka i płacze, że klasa jej nie pasuje, nie wie, co robić po fizyce, wychwala moją klasę, ale się nie przeniesie, bo jej wstyd... Uważam, że jeżeli coś się komuś w życiu nie podoba, to powinien to jak najszybciej zmienić na lepsze!
    Po trzecie: Nauczycielki po prostu zazdroszczą tego, że jako jedyna z wielu wyjechałaś do Stanów, a teraz chcą pokazać, że wracając do Polski, jesteś gorsza od nich. Ale to nie prawda.
    Będzie dobrze. Powodzenia. ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mi się smutno zrobiło jak przeczytałam ten post. To okropne, że nauczyciele, którzy powinni być autorytetem i podporą otwarcie mówią, że w Ciebie nie wierzą. Ale niestety są ludzie, którzy nie powinni mieć styczności z młodzieżą. Ja np, kiedy byłam mała bardzo lubiłam sport, ale od kiedy pani od w-f kazała mi ćwiczyć w samych majtkach bo zapomniałam kostiumu to w-f stał się moją najgorszą lekcją. Ale trafiłam też na kilku wspaniałych nauczycieli i Tobie też tego życzę. Najważniejsze, że sama znasz swoją wartość!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi, że tak źle trafiłaś... ale dałaś radę przepisać się gdzieś indziej, tak żeby w tym roku podejść do matury? Uwagi dotyczące Twojej sytuacji świadczą o niskim poziomie nauczycieli, aż dziwne że ludziom o takiej kulturze osobistej zezwala się na nauczanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, do matury będę podchodzić. Taki jest mój cel :) Tylko środki inne :D

      Usuń
  7. Dobrze zrobiłaś wypisując się z tej szkoły! Wiem jak to jest, bo taką samą rzeź urządza sobie w naszym liceum sorka od polskiego. Kobieta po sześćdziesiątce, uczy w tej szkole od bardzo dawna i z roku na rok opinia o niej wcale się nie zmienia. Strasznie boję się chodzić do niej na lekcje. Jak już siedzę w ławce, to cała się trzęsę ze strachu. Mam wrażenie jakby wszystko we mnie chodziło. W dodatku jesteśmy usadzeni według listy i ja siedzę w pierwszej ławce przed nią. Mimo to, że mamy rozszerzone przedmioty ścisłe, to ona robi z nami rozszerzony polski. Ciągle drze się, że się nie uczymy, pyta i stawia w większości gały ( czasami zdarzy się wyjątek, jak ma lepszy humor i postawi tą 2 czy 3). Pyta od początku roku, mimo że regulamin mówi, iż nie ma prawa pytać z więcej niż 3 ostatnich lekcji, ale kto jej zwróci uwagę, żeby podpaść? Każe nam opracowywać lekcję, a później z tego pyta na środku klasy. Niestety nic nie mogę zrobić. Musze przetrwać jeszcze te dwa nerwowe lata i jakoś zdać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś podobnych nauczycieli... Z takimi trzeba ostro - za każdym razem jak nagina regulamin, to buch do dyrektora :) moja klasa na początku bala się takich środków ale przekonaliśmy się, ze to najlepsza opcja :) od tej pory nauczyciele kojarzą nas z tego, ze nie boimy się skarżyć na ich niedociągnięcia i uważają co robią i mówią na naszych zajęciach :)

      Usuń
    2. Ja mam nawet zakaz brania kropek na lekcjach
      Nauczycielka nie pozwala i tylko daje jednki o.O

      Usuń
  8. Dasz rade :) trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie też się cieszę, że ni zrezygnowałaś z bloga. Daj znać co dalej zdecydowałaś, jeśli możesz. Wgl podziwiam Cię za to, że się przeniosłaś z USA. Przykro, że Polska powitała Cię stereotypami i nieprzyjemnościami. Ale mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.
    Pozdrawiam, Magda :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój kraj taki piękny :/ Pomimo, że szkołę mam już dawno za sobą do tej pory nie lubię wspominać tamtych czasów. Przez okres 12 lat nauki natrafiłam raptem na garstkę nauczycieli z powołania i do tego normalnych wyrozumiałych ludzi, reszta w większości tak jak opisujesz - terror. Dlatego wcale nie dziwią mnie całkiem świeże historie typu zakładanie śmietnika na głowę nauczyciela, bo młodzież w tym czasach jest inna niż była kiedyś, jest więcej chamstwa, wulgarności, a przemocy przemocą nie zlikwidujesz... Trzymam za Ciebie kciuki, z taką ilością odwagi i samozaparcia w 100 % zrealizujesz wszystkie swoje plany :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja Cię naprawdę podziwiam, że potrafisz podejmować trudne decyzje :) Trzymam kciuki za Ciebie! I na pewno Ci się uda, bo mądra dziewczyna z Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale Cię rozumiem... Chodzę do liceum w średniej wielkości mieścinie i też nauczyciele mają się za bogów, nie wiadomo kogo... Na lekcji nikt się nie odzywa, bo wszyscy boją się że będą wyśmiani przez nauczycieli... Szkoła jest uważana za jedną z najlepszych w okolicy, a w ogóle nie mamy okazji w niej się niczego nauczyć.. Ń początki były najgorsze, bo przyszłam ze wspaniałego gimnazjum, w którym chyba wszyscy nauczyciele uczyli z taką pasją, że aż chciało się do tej szkoły iść... A tutaj? Nikogo nie obchodzi uczeń, a raczej to, czy on coś rozumie... Wychowawcy dręczą za to pytaniami, dlaczego Cię nie było, gdzie byłeś w tym czasie, jeżeli byleś nieobecny jeden dzień i powodem usprawiedliwienia jest choroba - wypytują, co to za jednodniowa choroba - aż ciśnie się na usta wredne "mialem sraczkę" xD. No ale.. Wytrzymałam w tym obozie nauki już więcej niż rok, MOŻE wytrzymam drugie tyle :) Życzę Ci powodzenia w szukaniu nowej szkoły, szkoda że mi nie starczyło odwagi żeby się przenieść :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nienawidziłam swojego liceum. Do tej pory wspominam je z odrazą i ostatni dzień szkoły był jednym z fajniejszych dni mojego życia:P Na studiach może i jest więcej nauki, może i w dalszym ciągu nie mam pełnej decyzyjności, ale przynajmniej nikt nie każe mi myśleć inaczej niż mam ochotę. To smutne, ale polskie szkolnictwo zabija kreatywne myślenie, a nauczyciele zupełnie jakby zapomnieli, że kiedyś mieli -naście lat. Wolą tresować półgłówków, niż zajmować się zdolnymi ludźmi, którzy mają w życiu jakiś cel. Tak przecież łatwiej...
    Walić ich. Ja nie miałam takiej możliwości i musiałam przeżyć trzy lata w tym więzieniu, ale gdybym mogła - zrobiłabym tak jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to nie pocieszyłaś mnie jeśli chodzi o studia! haha

      Usuń
  14. Witamy w polskim liceum....u mnie jest DOKLADNIE to samo, dochodzi do tego ze przed przedmiotami rozszerzonymi to az mnie serce boli bo tak bardzo sie stresuje...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ooo gdzie uczysz się zaocznie? Ja również, uczę się weekendowo :) U mnie sytuacja byla podobna, szkoła w moim przypadku była ze średniej pułki, a nauczyciele wymagali nie wiadomo czego. Do tego klasa to jakaś masakra. Nie pijesz, nie palisz? Ty w ogóle jesteś z naszej klasy? Wyjścia integracyjne - oczywiście alkoholowe. Nie chodziłam z nimi wiec skończyłam sama... Tzn miałam jedną przyjaciółkę i nadal mam, choć nie jesteśmy już razem w klasie. Na samą myśl, ze mam iść do szkoły robiło mi się słabo, strasznie bolał mnie brzuch. Klasa była niezgrana, każdy miał swoje grupki. Nie dawalam rady psychicznie, więc gdy tylko miałam 18 rodznikowo przenioslam się na zaocznie.

    Stres przed 1 zjazdem był okropny, miałam szczęście bo razem ze mną doszły jeszcze 2 inne dziewczyny i było nam raźniej :) Jak się okazało cała klasa nas dobrze przyjęła i jest super. Nie ma żadnego wydziwiania, normalnie każdy z każdym rozmawia :) Choć jak patrzę teraz co doszły nowe osoby to z nimi mamy dystans, a u mnie było tak tylko 1 dnia :)

    Oczywiście uczenie się zaocznie wymaga więcej nauki w domu. Czytanie lektur i ogólnie. Wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć :) Egzaminy na 2 zaliczy wieszksc (choć u mnie były poprawki ;p) ale na wyższe oceny trzeba się troszkę postarać :)

    Trzymam kciuki i mam nadzieję, że obie zdamy maturke :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo odpowiada mi uczenie się w domu, przerabianie zadań i czytanie lektur. Uwielbiam to. Zero presji i stresu, no i sama jestem dla siebie szefem. :) Temat liceum zaocznego poruszę jeszcze w osobnym poście więc stay tuned!

      Usuń
  16. Niestety muszę Cię powitać w typowym polskim liceum. Oczywiście są fajne szkoły z dobrymi nauczycielami, ale trafić na takie ciężko. Jeśli ma się szczęście to przynajmniej część kadry jest ok. Ja liceum wspominam okropnie ze względu na część nauczycieli i niestety uczniów.
    Niestety studia dla mnie nie były łaskawsze i wtedy liceum przy nich wydawało się oazą szczęścia. Co śmieszniejsze wybrałam studia państwowe więc oczekiwałam pomocnej kadry. Niestety o tym mogłam zapomnieć, spotkałam taśmową maszynę produkującą ludzi z papierkiem, ale bez wiedzy.

    Trzymam kciuki za Ciebie i zdaną maturę. Wiem, że dasz radę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ojej. Widzę, że będę musiała porządnie zastanowić się nad studiami/ uniwersytetem. :( Dziękuję za wiarę we mnie! :*

      Usuń
  17. Ech, chciałabym nie mówić "a nie mówiłam" i chciałabym, żebyś nie musiała się z tym stykać. Mnie właśnie takie "najlepsze liceum" tak stłamsiło (kadra nauczycielska), że dokończyłam je indywidualnie w innej szkole. To jest żenada i porażka dydaktyczna, nie szkoła. Nauczyciele myślą, że tylko terrorem zyskają szacunek i respekt, a szkoła wyższe miejsce w rankingu. Naucz się sama do matury, to oklepany materiał, strasznie schematyczny i tylko od sprawdzającego zależy czy mu się Twoja praca spodoba czy nie - szansa 50%/50%
    Dasz sobie radę. Ale faktycznie nie wiem czy warto studiować w Polsce, chociaż cenowo na pewno się opłaca.
    Pozdro, dużo siły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Szacunek i respekt, a strach przed nauczycielem to dwie różne rzeczy. Szkoda, że nie dla wszystkich. Obecnie skupiam się na nauce tylko do matury. A nad studiami muszę się jeszcze porządnie zastanowić.
      Dzięki :)

      Usuń
  18. Iza, nie poddawaj się.
    Szczerze przyznam, że właśnie takich reakcji na Ciebie i Twój powrót do Polski się obawiałam.
    Nie wiem czy w jakikolwiek sposób Ci to pomoże, ale uwierz, że to nie jedyna szkoła w Polsce, w której tak to wygląda. Jesteś w czymkolwiek lepsza - masz przechlapane. Jesteś jakkolwiek inna - masz przechlapane. Masz własny pomysł na siebie, który odbiega od standardów - masz przechlapane. Mimo to, jeśli będziesz pamiętać o swojej motywacji i dorobisz się "grubej skóry", to jestem pewna, że dasz sobie radę ze wszystkim.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddaje się. Na 'odchodne' powiedziałam dyrektorowi, że w czerwcu przyjdę do niego pochwalić się zdaną maturą! :D

      Usuń
  19. Mimo tych niemiłych przeżyć wierzę, że w następnej uda Ci się i że maturę zdasz bez żadnych problemów. Tego Ci życzę i mam nadzieję, że będziesz się tu częściej pojawiała. Pozdrawiam. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja sama na Twoim miejscu w życiu bym nie wróciła do Polski. Przez trzy lata liceum dokładnie "poczułam" jak wygląda tutaj edukacja, dużo zupełnie bezużytecznej wiedzy przekazywanej przez nauczycieli, którzy zdecydowanie nie mają do tego drygu (wiadomo, nie wszyscy- jednak większość). Sama byłabym pewnie jedną z tych irytujących dla Ciebie osób, które zadają Ci pytania: ALE DLACZEEEEEGO? PRZECIEŻ NIE MAMY TUTAJ ZUPEŁNIE ŻADNYCH PERSPEKTYW! Ale szanuję Twoją decyzję i naprawdę podziwiam Twój zapał i energię! Nie trwoń jej, bo to już połowa sukcesu do zdanej matury :) Faktycznie liceum zaoczne to najlepsza opcja, co prawda nie liczyłabym na pomoc nauczycieli, ale sama możesz wszystko ogarnąć, w dobie internetu to nie jest ciężka sprawa (hej, matemaks! haha). Ja nadal uważam, że matura poszłaby mi zdecydowanie lepiej, gdybym zamiast normalnego liceum wybrała się do zaocznego i samodzielnie (lub z niewielką pomocą korepetytorów) przerabiała POTRZEBNY materiał. Powodzenia! I nie przejmuj się sfrustrowanymi nauczycielami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja bym zrobiła bez Matemaksa! Spędzam z nim więcej czasu niż z moim chłopakiem haahaha ;)

      Usuń
  21. Możesz jeszcze wziąć pod uwagę Edukację Domową. Świetna sprawa, a w Polsce są licea przyjazne ED które mają naprawdę świetnych nauczycieli z pasją! ;)
    Pozdrawiam, i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ogromnie :* Zapisałam się już do liceum zaocznego i jestem zadowolona :)

      Usuń
  22. Nie martw się, ja mimo ze przygotowuję się 3 lata do matury (chodzę do liceum) nie czuję się w ogóle na siłach, aby do niej podejść. Ostatni moment na wzięcie sprawy w swoje ręce . :) Zastanawia mnie tylko czy to ja mam lenia, czy jednak system trochę mi nie odpowiada i zniechęca, bo takie mam wrażenie, ale nie chce całej winy zwalać na to. ;)

    Powodzenia maturzystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko kilka miesięcy! Zmobilizuj się i weź spraw w swoje ręce. Wszystkie zależy od Ciebie i twojego podejścia. To twoje życia i twoja matura. Również powodzenia! :*

      Usuń
  23. ehhh, co tu dużo mówić - witamy w Polsce :( Kocham nasz kraj ponad wszystko ale po edukację (niestety dopiero wyższą) wyjechałam do Anglii. Po 3 latach pracy i studiów wróciłam, żeby zrobić zaocznie magisterkę - wytrzymałam jeden semestr i wylądowałam w Holandii. Mentalność naszego profesorstwa jest po prostu straszna, a najgorsze jest to, że również ci młodzi częśto wyżywają się na uczniach - trudno jest więc mieć nadzieję na zmiany. Kilka moich wrażeń ze studiów 'zagranico':
    -zajęło mi sporo czasu przyzwyczajenie się do faktu, że wykładowcy mnie szanują i naprawdę chcą pomóc. Na maile odpisywali od razu, byli bardzo otwarci na spotkania i przegadanie tematu. Dla odmiany przykład z mojego semestru mgr w Polsce: ja: Czy odczytał pan może mojego maila? pan: nie pan tylko profesor, poza tym byłem zajęty i nie sprawdzałem skrzynki. WTF?!
    - W liceum (obecnie chyba nr 1 w Warszawie buahahahah) skutecznie wmówiłam sobie, że nie jestem zbyt utalentowana. Okazało się, że w amosferze kreatywności i wsparcia dla studenta (a nie wkuwania definicji byle zdać) mam tych talentów nawet sporo
    - Nauczyciele są zazwyczaj pasjonatami i widac, ze chcą się z nami pasją podzielić
    - Do dziś nie jestem najczęściej zgłaszającą się osobą w grupie, ale nie boję się bycia wyśmianą kiedy powiem coś nie tak.

    Troche by się tego jeszcze uzbierało;) Brawo dla Ciebie za odważną decyzję - jeżeli nie ma musu to nie warto sobie strzępić nerwów w naszych szkoło-więzieniach. Na pewno będzie to z korzyścią dla Ciebie, bo szkoła przez te kilka miesięcy zabiłaby na pewno wiele Twoich pasji i ambicji;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wrażenia z liceum w usa są bardzo podobnie. Dopiero po porównaniu go z polskim zobaczyłam jak bardzo te dwa systemy edukacyjne się od siebie różnią i ile zawdzięczam amerykańskim nauczycielom. Dziękuje za słowa wsparcia!

      Usuń
  24. Tak mi przykro. Az wstyd mi sie zrobilo za to co przeszlas. Na koniec trzeba im bylo wyjechac z grubej rury co ty o nich myslisz.

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny tekst!!! Ja kiedyś uwielbiałam polski, aż pewnego dnia do mojego technikum zawitała pewna ambitna pani która uwielbiała gnębić innych, pełnoletnich już ludziach. Codziennie wydzierała się na wszystkich, mówiła że jesteśmy idiotami (jej słowa) debilami, że nie mamy szans na mature! SERIO na każdej lekcji. Mnie nienawidziła. A to dlatego że ja wszystko zawsze na polskim wiedziałam, potrafiłam czytać ze zrozumieniem, pisałam dobre prace i dobrze analizowałam wiersze. A ta nauczycielka kochała się wywyższać no i przy mnie nie mogła. Miałam obniżane oceny za nic, było widać że przerabiała na sprawdzianach 1 punkt na 0 :D Jak coś powiedziałam to wydzierała się na mnie że źle po czym powtarzała dokładnie to samo, czasami nawet tymi samymi słowami... no paranoja :D Dobrze że uczyła nas tylko rok... a ja zdałam maturę i podstawową i rozszerzoną na bardzo wysokim poziomie. Ta pani teraz podobno uczy na wyższej uczelni... współczuje jej studentom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie osoby nie powinny uczyć i mieć styczności z młodymi ludźmi. Moim zdaniem gdy nie ma się predyspozycji do danego zawodu to powinno się szukać szczęścia i spełnienia w innym. Nie wystarczy interesować się i znać dany przedmiot/dziedzinę aby być jego nauczycielem. Trzeba mieć dar opowiadania i przekazywania wiedzy którą się posiada. Ważna jest również komunikacja. Zawód nauczyciela ma to do siebie, że trzeba lubić ludzi i potrafić z nimi obcować. Nie wszyscy to jednak rozumieją :(

      Usuń
  26. Głupio ,że przedstawiają się w takim świetle.. Żeby takie pytania zadawać to jest po prostu wstyd. Ja sama w tym roku dopiero poszłam na studia ,a liceum wspominam nie za przyjemnie. Najgorsza jest właśnie ta presja którą nauczyciele na nas wywierają. Ja z matematyczką byłam w konflikcie(głównie przez mój niewyparzony język i jej metody nauczania które były katastrofalne i każdy musiał się wszystkiego uczyć sam w domu ,wmawiała nam że jesteśmy dalej etc.) że na prośbę samej dyrektorki (która wolała rozwiązywać sprawy pokojowo i nie zmuszać uczniów do jakiś rzeczy za co ją podziwiam bo w gimnazjum ,,rzucali'' nami jak chcieli) musiałam przepisać się do klasy z inną nauczycielką ,bo tamta groziła ,że nie dopuści mnie do matury i mimo ,że wszystko pisałam na 4 i 5 ,ona potrafiła obniżyć mi ocenę ,,bo coś tam'' i za każdym razem widziała że ściągałam ,mimo że tego nie robiłam. Tak samo jak ty wracałam do domu i płakałam. Więc po wakacjach od razu przeniosłam się do sąsiedniej szkoły ,gdzie wszystko było o niebo lepsze. Matematyczka była sympatyczna i inni nauczyciele nie byli tacy jak w tamtej szkole ,mimo iż zdarzały się takie przypadki ,jednak po roku nauki w tym liceum miałam o wiele lepsze wspomnienia niż z 2 lat w poprzednim... A sama byłam w 2 i 3 klasie ,gimnazjum' poza granicami kraju i tak samo jak ty wróciłam sama do Polski(mając 16 lat musiałam mieszkać z moim bratem ,więc niekoniecznie sama) ,głównie dlatego że mam tu swojego chłopaka . Tak samo chciałam tu studiować ,żyć i mieć tą Polską Maturę. Największe problemy miałam z egzaminem gimnazjalnym. Nie chcieli uznać mi 2 lat w Secondary School ,ale dzięki interwencji mojej cioci (pracuje w CKE z czym też miałam problem bo wszyscy sądzili że ja wiem co będzie na maturze ,bo wredna matematyczka raz rzuciła tekstem ,,O,pozdrów ciocie w CKE'' i ma dobre kontakty z dyrektorką) zaliczyli i dopuścili do polskiego egzaminu.
    Teraz ,na studiach jest lepiej. Mimo mojej klasy mat-fizycznej na studia poszłam na dziennikarstwo (wiem ,trochę głupie :D) i chodzenie na niektóre wykłady sprawia mi przyjemność (tak ,pierwszy rok ciekawe co będzie po pierwszej sesji) i nie ma aż takiej presji. Mimo to ,po moich 2 latach szkoły w Anglii zdążyłam tak jak ty przyzwyczaić się do całkowicie innego systemu ,który mimo tylu lat nauki w Polsce tak mi się w kodował ,że to powrócenie było koszmarem. Tylko ja po powrocie miałam przed sobą 3 lata.
    A teraz życzę Tobie zdania tej matury! Bo na pewno zdasz i nie daj sobie w jakikolwiek sposób zmienić o tym zdania. Nauczycieli ,,odstaw'' w kąt ,niektórzy nie są warci tych wszystkich nerw jakie przez nie miał niejeden uczeń.
    Miłej nauki i jak najlepszych ocen na maturze. I mimo wszystko co Cię tu spotkało ,miłego pobytu w tej Polce!
    Bo jak to wyzywać Polkę od Amerykanek? Ja tego kompletnie nie rozumiem. Urodziłaś się i wychowałaś w Polsce i ty to wiesz ,a jeżeli inni mają z tym problem ,,olej ich''
    Pozdrawiam serdecznie ! :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu, ale jest to mój pierwszy komentarz. Postanowiłam napisać swoje spostrzeżenia dotyczące liceum i studiów, może choć trochę Ci to pomoże :)
    Liceum było dla mnie koszmarem. Po gimnazjum w małej mieścinie poszłam do najlepszego liceum w okolicy, gdzie nam ciągle powtarzali, że jesteśmy w najlepszej szkole, to jest zaszczyt itp. Atmosfera na zajęciach była straszna, pamiętam że nie potrafiłam zebrać myśli, bałam się odezwać, bo nauczyciele nie przebierali w słowach i potrafili nam prosto w oczy mówić, że nie jesteśmy debilami. Polonistyka prześladowała kolegów z klasy, bo zdecydowali się zdawać rozszerzoną maturę, a nie mieliśmy rozszerzonego polskiego (jednak była to klasa o profilu humanistycznym). Groziła, że nie dopuści ich do matury, przecież oni nie zdadzą nawet podstawy a co mówić o rozszerzeniu. Jak się potem okazało, wyniki mieli bardzo dobre, nawet lepsze niż z podstawy... To jest bardzo smutne, bo nadal odczuwam skutki liceum, mimo że jestem już na III roku studiów. Nadal często boję się odzywać, mimo że przed liceum byłam bardzo aktywna w szkole. Mój kierunek wymaga akurat odzywania się na zajęciach, staram się z tym walczyć, ale jest trudno.
    No właśnie, studia: dzięki studiom nie straciłam nadziei w polską edukację. Nie wiem, może miałam szczęście i tym razem dobrze trafiłam, albo los stara mi się zrekompensować przepłakane 3 lata i stany kiedy nie wychodziłam z łóżka przez kilka tygodni? Przede wszystkim, uwielbiam sposób prowadzenia zajęć i podejścia wykładowców do nas. Wychodzą z założenia, że to zajęcia są dla nas i traktują nas z szacunkiem. W większości wypadków są bardzo pomocni, nie ma problemu gdy pytasz nawet z 5 raz o to samo, albo prosisz o pomoc. Nie ma także żadnej presji. Nie zrobiłaś czegoś, nie oddałaś? Twoja sprawa, to ty na tym stracisz, ewentualnie dostajesz 2 za swoją nieodpowiedzialność i tyle. Oczywiście są też wyjątki, są wykłady tak nudne i nic nie wnoszące, że aż prosi się przynieść poduszkę i spać. Są też profesorowie, z którymi ciężko się dogadać, ale ja póki co trafiłam na 2 takich, myślę więc że nie jest źle :)
    Trzymam kciuki za Ciebie i pozdrawiam gorąco!
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Miło, że w końcu zaznaczyłaś tu swoją obecność! :) Ciesze się, że trafiłaś na tak fajnych wykładowców, szkoda że dopiero na studiach. Ale dzięki Tobie odzyskałam nadzieje i mam nadzieję, że również mi się poszczęści :) Również pozdrawiam! :*

      Usuń
  28. W moim liceum było podobnie: nauczyciel-mistrz i władca, który nigdy się nie myli (swoją drogą nie ma nic bardziej mylnego!)
    Z tego powodu nie wspominam mojej edukacji najlepiej i cieszę się, że maturę mam już za sobą.
    Trzymam kciuki i powodzenia w 'samodzielnej' drodze do tego egzaminu "dojrzałości"! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Szczerze mówiąc ja dopiero zaczynam liceum. Jestem "kotem". 16 lat. Nowe środowisko. I cieszę się. Nie mam bardzo zgranej klasy, są te "popularne" z którymi gadają faceci (swoją drogą- jacy tam z nich "faceci" :p) i "cała reszta". Dajemy sobie radę, kadra jest w miarę okej. Myślę, że poradzę sobie z maturą za te trzy lata.
    Natomiast pamiętam terror w trzeciej klasie podstawówki (sic!), który gotowała mi wychowawczyni, która zmieniła się tylko na rok. Wyśmiała przy całej klasie mój "talent" plastyczny. I moje włosy (trudna sytuacja w domu). Od tamtej pory nie tknęłam ołówka czy kredek z ochoty. Nigdy też nic z włosami nie robiłam. To okropne, jak ludzie nieodpowiedni do danego zawodu jednak go wykonują...
    Mam jednak nadzieję... baaa! Ja to wiem! Że Ci się uda. Jesteś zbyt inteligentna i wesoła, żeby ta codzienna szarość naszego kraju Cię "zabiła". Na pewno dasz sobie radę ;)
    Trzymaj się i zostawaj tak pozytywna, jaką się pokazujesz! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Piszac tytul "wypisalam sie z POLSKIEGO" liceum zdajesz sie sugerowac, ze generalnie kazde polskie liceum tak wyglada, a to nieprawda. W Polsce, jak i w kazdym innym kraju znajdziesz szkoly dobre i nie. Byc moze nie mamy takiego zajebistego systemu edukacji jak inne, rozwiniete kraje zachodu ale to nie znaczy ze wszystkie polskie szkoly sa do dupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc polskiego chciałam podkreślić z jakiego. Czytelnicy bloga wiedzą, że przez ostatnie dwa lata zmieniałam miejsca zamieszkania i szkoły średnie już kilkakrotnie. Ten przymiotnik miał pomóc w zidentyfikowaniu tego. Aczkolwiek oceniając po komentarzach jakie dostaję, widzę, że problem polskich liceów jest duży,nie twierdzę jednak że wszechobecny.Czasem trafiają się nauczyciele z pasja. Nawet miałam takich w liceum z którego się wypisałam. :)

      Usuń
  31. Na szczęście szkołę mam już daleko za sobą, ale wspominam ją, poza koniecznością nauki, całkiem pozytywnie. Nauczyciele byli pomocni i oddani swojej pracy oraz nauczaniu. Jeśli się czegoś nie rozumiało, tłumaczyli do upadłego, dbali o to, by uczniowie zaliczali przedmioty. Traktowali nas z szacunkiem, odpowiednio do wieku, nie straszyli, byli na prawdę wspaniali. Ale chodziłam do prywatnej szkoły, więc może to był wyjątek, niestety nie wiem tego. Faktem jest, że nauczyciele muszą być twardzi, bo dzisiejsza młodzież jest jaka jest. Nie mogą dać sobie wejść na głowę i może dlatego przeginają w druga stronę.
    A możesz pisać maturę ucząc się sama w domu? Bez konieczności ukończenia szkoły? Ewentualnie możesz chyba prosić o indywidualny tok nauki, wtedy jedynie zdajesz egzaminy z danego bloku tematycznego. Dowiedz się, może Tobie taka forma nauki bardziej by odpowiadała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, młodzież jest ciężka i potrafi wejść nauczycielom na głowie. Dlatego uważam, że nie każdy nadaje się do tego zawodu. Można uzyskać respekt uczniów bez zastraszania ich. Jak już napisałam wcześniej, szacunek do nauczyciela a strach przed nim to dwie różne rzeczy.
      Zapisałam się już do liceum zaocznego. Moją naukę i przygotowania do matury opiszę szczegółowo w osobnym poście. Nie mam zamiaru rezygnować z mojego celu. Zmienił się jedynie sposób jego osiągnięcia :)

      Usuń
  32. Chyba w każdym liceum tak jest! Szkoła, do której chodzę jest podobna, tylko oprócz stresu jesteśmy obdarowywani mnóstwem epitetów, jaką to głupią młodzieżą jesteśmy i "co za debile w tym roku przychodzą". A przecież to najlepsze liceum w mieście. Gdyby nie to, że wylatuję z kraju za kilka miesięcy, już dawno wypisałabym się do "mniej znanej" szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak nigdy nie miałam, miałąm super nauczycieli:)

      Usuń
  33. Mój ZS jest najlepszy w mieście, co prawda dużo nauki, jestem w gimnazjum i mam materiał z matury rozszerzonej. Czasami mam chwile kiedy bardzo się stresuję, ponieważ boję się angielskiego. Po prostu, gdy powiem coś źle, grupa się śmieje i to przez to, niestety :( Ale ogólnie nauczyciele całkiem fajni, wiadomo, nie wszyscy, ale można z nimi pogadać na każdy temat i się pośmiać :)

    snickerslifestyle09.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja tez zaglądam tu od dłuższego czasu. chciałam sie dowiedziec jak to jest w amerykańskiej szkole czy tak jak na filmach no i ogolnie o ameryce czytalam twojego bloga od 22.00 do 01.30 takze mnie wciagnelo od tego czasu czesto wchodze na twojego bloga i czekam na jakis nowy wpis :) bylam tez ciekawa jak cie przyjma w polskiej szkole nauczyciele uczniowie niestety zawiodłam sie na nich ... to przykre ze trafilas na taka zla szkole.. dobrze ze sie z niej wypisalas zycze ci bys zdala mature i dalej sie krztalcila i spełniała w życiu :) ...

    OdpowiedzUsuń
  35. Czytam to i bardzo dobrze rozumiem Twoją sytuację, już dawno skończyłam liceum ale bardzo źle wspominam te czasy, nauczyciele tak nas gnębili i nic nie pozwalali robić że zaczęłam mieć stany depresyjne, jakoś dotrwałam w tym liceum ale teraz z perspektywy czasu widzę że powinnam była się przepisać do innej szkoły. Bardzo mądrze zrobiłaś i trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja chyba jestem jakaś dziwna, ale nigdy nie trafiłam na takiego nauczyciela:) Może parę razy ktoś był faktycznie wkurzający, ale zawsze lubiłam szkołę. Może dlatego, że nie musiałam się uczyć, żeby mieć 5.

    Może racja, że w Stanach jest lepsze przystosowanie do życia, ale ogólny poziom wiedzy moim zdaniem jest straszny. Moja koleżanka, która w Polsce miała 2 z matematyki w Stanach ma same 5 i jest najlepsza w klasie, bo oni przerabiają w liceum na matematyce to, co ona umiała już w podstawówce. Moim zdaniem system amerykański jest przystosowany do słabszych uczniów. Nie bez powodu o Amerykanach mówi się, że ich wiedza jest minimalna. Ich wiedza o świecie jest żenująco niska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tam uczą się konkretów, czegoś co im się przyda w życiu. Co z tego że będziesz mieć historie w jednym palcu lub znać wszystkie stolice?no ale jeśli dzięki temu będziesz mieć poczucie że jesteś mądrzejsza...to powodzenia (5 na świadectwie nie sprawią, że życie będzie usłane różami)Może Amerykanie mają mniejszą wiedzę ogólną i co z tego?Który kraj jest bogatszy?

      Usuń
  37. ''Kiedyś uczyli by myśleć
    Teraz myślą że ucza ,,

    OdpowiedzUsuń
  38. Mimo że kibicuję Ci cały czas, miałam przeczucie, że polskie liceum Cię rozczaruje - po prostu w większości przypadków nauczyciele mają uczniów gdzieś, a tych, którym zależy jest naprawdę niewielu. Kibicuję Ci natomiast z liceum zaocznym - nie wiem na jakiej zasadzie u Ciebie to funkcjonuje, ale ja osobiście od początku tego roku też uczę się w domu :) Złożyłam papiery o edukację domową w zwykłym liceum i jestem teraz panią swojego czasu, bez żadnych niezapowiedzianych kartkóweczek i innych pierdół; martwią mnie tylko pierwsze egzaminy, bo moja decyzja nie została przyjęta ciepło: jak to tak, najlepsze liceum w mieście a ja chcę zrezygnować? Kto to widział? Anyway, choć przez większość dni uczę się solidnie, wiem że nawet przy największej motywacji przychodzą dni lenia, kiedy trudno się zabrać do czegokolwiek, więc życzę Ci powodzenia! :D Swoboda w nauce jest tego warta :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Coś wiem o terrorze w szkole. W gimnazjum nie byłam najlepsza, ale starałam sie, zgłaszałam i oceny nie były najgorsze. Potem przyszedł czas na liceum, a ja czuje sie jak totalny debil. Stres przed każdą lekcją ( na szczęście tylko zjednego przedmiotu), przestałam sie odzywac na lekcjach , moja samoocena drastycznie spadła. Czasami przed całą lekcje słuchaliśmy jakimi jesteśmy zerami, że nadajemy sie jedynie do kopania rowów czy rodzenia dzieci, że jesli mamy zamiar tak milczeć to żebyśmy wgl nie przychodzili na lekcje. Teraz jestem w klasie maturalnej, nie zmieniłam szkoły, chociaż wiele razy po lekcjach płakałam i dość poważnie myślałam o przeniesieniu sie gdzieś indziej. Teraz dalej jest tak samo, ciągłe nerwy związane z lekcjami + stres przed mature( boje że jej nie zdam :( ). Podziwiam Ciebie, że podjęłaś tak trudną decyzje zmiany szkoły. Przykre jest to, że we własnym kraju zostajesz tak przyjęta, zamiast Ci pomóc, wesprzeć to Cię krytykują. Trzymam za Ciebie kciuki żebyś znalazła dobra szkołe oraz zdała jak najlepiej mature. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Naprawdę pechowo ci się trafiło :o
    Miałam takie nauczycielki - wychowawczynię (na zastępstwo) w 1-3 i matematyczkę w 4-6. Przez tą pierwszą pierwszy raz wróciłam do domu mówiąc "nie chcę iśc do szkoły" - bo zawsze lubiłam się uczyć. Krzyczała, a ja zawsze bardzo łatwo płaczę. Nawet o głupotę - popłaczę 3 minuty i po wszystkim, no ale jak zrobisz tak w klasie to wszyscy zwracają na ciebie uwagę - więc przestałam lubić szkołę.
    Na szczęscie potem miałam cudowną wychowawczyni, ale za to matemtyczka - zawsze lubiłam mateamtykę, ale byłam słaba w rachunkach (tu minus, tam 2+2=5 itp.), a ona na wszystkich krzyczała, tłumaczyła pokrętnie i rozmawiała tylko z najlepszymi uczniami. Generalnie nie miałam żadnej dobrej matematyczki :/

    Ale teraz - w LO jest spoko. U mnie problem zawsze polegał na tym, że uwielbiałam się uczyć; nauczyciele byli dla mnie jak ósmy cud świata, lekcje były ciekawe, nie lubiłam długich przerw bo się nudziłam... Ale uczniowie. Od 1 gimnazjum moim najwięszym marzeniem jest nauka indywidualna... Nawet nie to, że są wredni (tzn. nie dla mnie - ale np. obrażają nauczycieli, bo dostali pracę domową) ale po prostu mnie denerwują. Głośni, dziecinni (naiwnie myślałam, że w liceum są ludzie, którzy CHCĄ się uczyć, a nie muszą, bo mamusia nie da kieszonkowego - no niestety...)

    Nie chcę źle zabrzmieć, ale w twoim przypadku, naprawdę zastanawiam się jak to będzie później. Bo Polacy (zwłaszcza starsze pokolenie) ma to do siebie, że wszyscy najchętniej by wyjechali w siną dal. I obawiam się, że będziesz dla wszystkich zbyt pewna siebie i zbyt swobodna. Są ludzie którzy to docenią (ja na szczęście mam takich w okół siebie), ale są tacy, którzy nie znoszą "lepszych" od siebie (ktoś tu ma niską słaboocenę i nie zauważył, że pewnie jest lepszy w czymś innym), bo są wtedy zagrożeni (nie mam pojęcia czym)...

    OdpowiedzUsuń
  41. Haha, brzmi trochę jak moje liceum. Wydaje mi się, że taka atmosfera głównie panuje w liceach, które są oceniane jako najlepsze. Nauczyciele czują się tam jak bogowie i po prostu woda sodowa im do głowy uderza. U mnie było bardzo podobnie. Pamiętam powtarzanie nam, że : ,,...jesteśmy w (tu nazwa szkoły), powinniśmy...(tu wstaw polecenie)" za każdym razem, gdy ktoś zrobił coś źle. Pamiętam wydzwanianie po rodzicach, nawet w klasie maturalnej, bo nie było pięciu osób w klasie, a także tłumaczenie się z każdej nieobecnej godziny na forum klasy. Była nauczycielka, która terroryzowała swoich uczniów i potrafiła przepytywać ze wszystkich lat (to była nauka drugiego języka od podstaw), a jak ktoś czegoś nie pamiętał to reagowała wrzaskiem. Pamiętam problemy ze zwolnieniem nas, mimo że nie było nauczyciela i siedzenie godzinę, dwie w szkole z panią z biblioteki, no bo przecież nie możemy wyjść wcześniej niż o 14... Strach na przedmiotach niekierunkowych, bo profesor widzi, że coś ci nie leży, ale weźmie Cię specjalnie do tablicy po to, żeby się nad tobą popastwić, po czym będzie cię tam trzymał przez dwadzieścia pięć minut i nie da odejść, nawet jak powiesz, że się nie przygotowałeś i już dostaniesz jedynkę... Na szczęście byli też nauczyciele z pasją i dzięki nim przetrwałam jakoś, ale liceum nadal nie wspominam dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie takie liceum zle... ;) moja szkola rowniez najlepsza w miescie, wiec z poczatku bardzo sie balam. A tu niespodzianka. Cudowni ludzie, nauczyciele ze zdrowym podejsciem, poiom wysoki. I tak juz leci trzeci rok najlepszy w zyciu, a matura wcale nie przeraza ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Przeczytałam wszystkie komentarze i jak tak widzę jak to jest w polskich liceach to mi się poszczęściło, że u mnie nie jest tak źle. Tzn akurat jestem w technikum. Również klasa maturalna. Jedynie co to nas straszą, że sobie z maturą nie poradzimy, bo jest podpasowywana pod uczniów z liceów większych miast, a nie pod "nas", ale mnie takie straszenie nie rusza, bo jedyne czego się obawiam to angielskiego, zwłaszcza ustnego. Pisemną może i zdam na 30-40% (co jest śmieszne pisanie idzie mi nawet dobrze, ale nigdy nie mam punktów za rozumienie ze słuchu, wstyd), ale oczywiścia chciałabym zdać dużo lepiej. Natomiast ustna to dla mnie będzie wyczyn. Masz jakieś rady jak nauczyć się angielskiego ze zrozumieniem, tzn ze słuchu? Mam z tym największy problem, a moja nauczycielka tylko ochrzania, a nic nie uczy. Pierwsze 2 lata technikum miała nas gdzieś, nie robiliśmy nic, a w 3 i 4 klasie wymaga od nas cudów.

    Co do studiów, bo widzę po komentarzach zniechęcających Cię, że zaczęłaś wątpić w to by się ich podjąć - ja jestem zdania, że wszystkiego trzeba spróbować, nikomu nie zaszkodzi zaryzykowanie, przynajmniej dowiemy się na własne oczy jak to jest być studentem, nie tylko z opowiadań ;) Sama zniechęciłam się trochę do studiowania, z niektórych opowiadań wywnioskowałam, że po prostu trzeba mieć szczęście żeby dobrze trafić - to czemu miałybyśmy nie spróbować? ;) Zaczęłam nawet myśleć o zaocznych, ale tak naprawdę marzę o tym by spróbować prawdziwego studiowania, a nie tylko na weekendy :) Nie patrz na to co inni mówią i spróbuj życia studenckiego, bo mimo, że sama się zniechęciłam przez wiele historij to i tak nic mi nie stoi na przeszkodzie żeby chociaż spróbować.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz zdać dobrze maturę, najlepiej otocz się językiem. Wiem, łatwo powiedzieć, nic odkrywczego. Możesz zacząć od oglądania po angielsku filmów i seriali, które dobrze znasz, tak, żebyś mogła domyślić się, co mówią. Opcja z napisami jakoś do mnie nie trafia, ale wiem, że sporo osób sobie chwali :) Pisanie możesz ćwiczyć na Lang-8, na pewno znajdziesz tam osoby, które chętnie Ci pomogą ;)) Mówienie to też moja słaba strona, dlatego staram się czytać teksty z podręcznika czy artykuły na głos, mówić po ang z koleżanką z klasy i z ludźmi poznanymi przez Internet przez Skypa ;D Zobaczymy, jakie będą efekty :D

      Usuń
    2. A próbowałaś może słuchać filmików z engvid? Masz tak kilku "nauczycieli", którzy nagrali krótkie, kilku- kilkunasto minutowe filmiki, na różnych poziomach zaawansowania, na przeróżne tematy. Do każdego filmiku jest króciutki teścik, jakbyś chciała się sprawdzić:).

      Usuń
    3. @Calathiel ja też zawsze polecam oglądanie seriali i filmów po angielsku. Jeśli będzie ci tak łatwiej to z angielskimi napisami (nigdy polskimi). Na studia pójdę, co do tego nie mam wątpliwości. Nie skończę nauki w tym miejscu. Natomiast nie wiem jeszcze gdzie, co i jak :)

      Usuń
    4. Dziękuję dziewczyny za porady, właśnie się zarejestrowałam na lang-8, ale boję się, że w ogóle się z nikim nie zrozumiem, ech. Co do engvid, to spróbuję, ale jak zobaczyłam, że strona jest całkowicie po angielsku to się przestraszyłam. No i filmy anglojęzyczne - zacznę od tych z napisami (oczywiście angielskimi), już kiedyś o tym myślałam, ale bałam się, że to nie będzie mieć sensu, bo nic z tego nie zrozumiem. Co ja się oszukuję, na pewno nic na początku nie będę rozumieć, ale może za 50 razem już zacznę coś łapać. Motywuje mnie to, że czas się wziąć za siebie, bo zostało już tylko 6 miesięcy do matury, a nie uśmiecha mi się zdawać w sierpniu ustną z angielskiego.

      @Izabela, nie masz co się śpieszyć, słyszałam, że najlepsze pomysły na to jakie wybrać studia przychodzą w najmniej spodziewanym momencie. :) Pełno osób nastawiało się na początku na inne studia, niż ostatecznie wybrali i nie żałują. Ja też jeszcze nie wiem co chcę kiedyś robić, myślałam o studiach ekonomicznych czy bhp, bo jest to trochę związane ze szkołą w której jestem (technikum ekonomiczne), ale nie chcę też wybierać na siłę, bo może się tak okazać, że przed składaniem podania na uczelnie, będę miała już całkiem inną koncepcję na przyszłość, niekoniecznie związaną z ekonomią i jej pochodnymi. Studia ekonomiczne czy jakieś podobne, to tylko taka opcja. Podoba mi się też bardzo zawód fryzjerski, już od małego, ale nie wiem czy to jest to co chciałabym w przyszłości robić. Nie ma co na siłę wybierać, jeśli za te kilka miesięcy dalej będę stać w tym samym miejscu co teraz, czyli tkwić w niepewności, to zrobię sobie popularny gap year. Chociaż jeśli Ty byś sobie zrobiła rok wolnego to nie byłoby aż takiej straty, ale ja gdybym to zrobiła, to poszłabym wtedy na studia w wieku 21 lat, dla mnie to troszeczkę późno, bo dziwnie bym się czuła jako jedna z niewielu w tym wieku, z innymi osobami nawet 2 lata ode mnie młodszymi. Ale jeśli będzie trzeba, to tak zrobię :)

      Usuń
    5. @Calathiel masz racje, nie ma co iść na siłę aby potem w połowie zorientować się 'że to nie jest to co chce i co mnie interesuje'. Niestety znam dużo osób które rezygnują z danego kierunku na ostatnim roku! Bo dopiero wtedy dociera do nich że nie lubią swojego kierunku i nie widzą siebie w nim w przyszłości. To smutne.
      Co do angielskiego, to na początku na pewno nie będziesz wszystkiego rozumiała. Ja na początku w High School siedziałam jak ten głupek i nie miałam pojęcia co robimy na lekcji. Nauczycielka o czymś opowiadała, kazała wykonywać jakieś zadania, pytała się o coś a ja patrzyłam jak wól na malowane wrota. Z czasem jednak zaczniesz rozumieć. :)

      Usuń
    6. @Calathiel, według mnie oglądanie filmów z napisami nie ma najmniejszego sensu. Niepotrzebnie skupiamy się na napisach, pomijając słuchanie. Ja akurat oglądaniem filmów pomagam sobie z hiszpańskim. Zaczęłam już na samym początku nauki, bo wiedziałam, że zawsze największe problemy z językiem były u mnie z listeningami. Nie rozumiałam kompletnie nic, nawet z serialu Extr@ (jest też wersja angielska, polecam na początek), ale z odcinka na odcinek (i oczywiście przy uczeniu się nowych słówek/konstrukcji) było coraz lepiej. To mniej więcej coś takiego jak u Izabeli - rzucasz się na głęboką wodę, Twój mózg pracuje na najwyższych obrotach i dzięki temu nawet nie wiesz kiedy zaczynasz rozumieć :)

      @Izabela, odniosę się do posta i komentarzy. Przeczytałam chyba wszystkie i jestem kompletnie zaskoczona. W swojej historii ucznia trafiałam chyba wyjątkowo szczęśliwie i nie miałam pojęcia, że tacy nauczyciele jeszcze istnieją. W mieście, w którym chodziłam do liceum było kilka szkół średnich i nie słyszałam, żeby w którejś z nich byli tak prymitywnie myślący nauczyciele. Na studiach też nie zetknęłam się z kimś, kto by nas poniżał albo wyzywał. Jeśli już, to spotkałam się z takimi nauczycielami, którzy w swoich nawykach i przyzwyczajeniach śmieszyli i/albo irytowali, ale jakiejś agresji w stosunku do uczniów i wymądrzania się nie doświadczyłam. Raczej chęć pomocy, wytłumaczenia i poświęcenia czasu. Proste, że nie zawsze im się to udawało i bywali tacy, u których trzeba było bezmyślnie wkuwać rzeczy na pamięć (nigdy nie zrozumiem takiej formy zaliczenia), ale było ich tak niewielu, że można szybko zapomnieć. Podziwiam Cię za odwagę do zmiany szkoły i pójścia swoją drogą. Trzymam kciuki! A studia nie są straszne. Jestem typem studenta, któremu ciągle mało. Stąd koła naukowe, projekty, konferencje, kursy. Bez pomocy co najmniej kilkunastu prowadzących z wydziału nie byłoby to możliwe. Przed pójściem na studia nie myślałam nawet, że można tak chcieć pomagać i wspierać studentów. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, to ludzie się tylko cieszą :) Jak będziesz szukać uczelni/wydziału, weź pod uwagę te, na których pracują osoby z Top 500 Innovators. To taki konkurs, dzięki któremu sporo Polskich młodych naukowców wyjechało do Doliny Krzemowej, gdzie m.in. uczyli się design thinking i innych fajnych rzeczy, które teraz stosują na swoich zajęciach (np. jakiś kosmiczny system oceniania albo kompletnie inny sposób prowadzenia zajęć). W Krakowie działa grupa Creative Cracow założona przez taką laureatkę.

      Usuń
  44. Znałam takich nauczycieli, we wszystkich etapach szkoły. Pamiętam jak jedna z nauczycielek mało nie dostała piany przez to że po 35 minutowym opier*olu się nie rozpłakałam. Stałam i mimo tego że łzy dusiłam w gardle to przyjmowałam wszystko na klatę. A wszystko przez to że otworzyłam zeszyt kiedy usiadłam do ławki. Po tych 35 minutach niechcący moja koleżanka z dalszej części klasy się zaśmiała. 5 minut i zanosiła się płaczem z drgawkami...

    Ale to mnie złamało. Pokazało mi że każde takie nadużycie trzeba dokumentować i zgłaszać. Kiedy kilka razy to zrobiłam w końcu miałam spokój. Reszta klasy też. Szkoda jedynie że złamałam się w liceum dopiero, może gdyby to było w podstawówce ( bo też miała podobne sytuacje) nie popadłabym w depresję.

    OdpowiedzUsuń
  45. Hej,jestem nowa i wpadłam na Twojego bloga przypadkowo. Cóż mogę Ci napisać. Może mam trochę inną sytuację ale bardzo dobrze Cie rozumiem. Mam 17 lat i w tym roku byłam w 1 klasie LO. Nie chciałam iść do tej szkoły, ale nie miałam wyjścia bo przy rekrutacji nie przyjmują Cie za to co potrafisz, tylko za to co masz na świadectwie. A ja miałam nie zbyt piękne świadectwo bo nie było mnie w szkole dokładnie 399 godzin ponieważ większość czasu spędzałam w domu lub w szpitalu. Wyszłam z gim ze średnią 4,5... Przybyłam do LO zdeterminowana do nauki i zdobycia wiedzy. A w zamian za to co chwile zostawalam "zdegradowana" do poziomu poddanego bo nauczyciel może wszystko a ja nie mogę nic. Jestem na rozszerzeniu z biologii i chemii, Pani od chemii powiedziała mi, któregoś razu że nie mam się za bardzo wychylać, bo z nauczycielami nie wygram. Od początku roku leczyłam się, miałam przez 3 miesiące gorączke i lekarze nie potrafili powiedzieć co mi jest. I chodziłam w kratke. Zaliczalam przedmioty jak każdy. Uczyłam się w domu. Rodzice proponowali mi żebym wzięła korepetycje, ale nie chciałam, bo i tak wydawali dużo pieniędzy na moje leczenie. Przychodziłam , zdawałam, uczyłam się dalej. I tak cały czas. Kiedyś poszłam do Pani od biologii żeby wytłumaczyla mi jakiś temat, a ona na to że to już mój problem. No to uczyłam się jeszcze więcej. Pomagała mi mama z matmą bo jest księgową. Przyszło wystawianie ocen. Ze średniej wychodziło mi powyżej średniej 4.0. A nauczycielw obniżali mi oceny końcowe. Z j.angielskiego wychodziło mi takie 3+(no wiadomo ta moja gramatyka to koszmar). No ale mówiłam sobie że na 3 wyjde, zaczęłam książki po angielsku czytać i troche więcej tych słów umiem. A tu patrze w e-dziennik i 2? Byłam zła,ale poszłam grzecznie do pani od j.angielskiego. A ona do mnie że powinnam się cieszyć, bo dla niej to jest nie fair że ja siedzę w domu i sprawdziany pisze na 3+i 4 a inni uczniowie siedzą w szkole i piszą na 2 i 3. I dlatego mam 2 . Myślałam że wybuchne. Przynajmniej z j.francuskiego Pani nie robiła mi problemów i mam 4. A więc tak to jest jak za bardzo się w szkole wychylasz i wiesz więcej, tryskasz energią i się uśmiechasz to chcą Cię udu*ić. Przepraszam że się tak rozpisałam ale nie mam z kim pogadać. Idę czytać starsze Twoje posty. Mania 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mania pamiętaj, że uczysz się dla siebie! Przy rekrutacji na studia nikt nie będzie patrzył na twoje świadectwo tylko na wyniki matury, gdzie -nadal w to wierzę- liczy się twoja wiedza. Jasne, to wkurza, gdy nauczyciele traktują cię w sposób tak niesprawiedliwy, ale jeśli rzeczywiście nie planujesz zmienić LO, nie pozwól sobie na zaległości. Sama mam tak z panią od polskiego. Kończyłam gimnazjum z 6, a od dwóch lat babka usiłuje mi wmówić, że nie potrafię nawet sformułować tezy. Trzeba walczyć i się nie poddawać! 😃
      Trzymaj się cieplutko,
      Anka

      Usuń
    2. Dziękuję Aniu :)
      Zresztą w końcu wakacje, ale jak tak patrze na to co Iza napisala i opowiadały mi kuzynki(jedna mieszka w Kanadzie druga w Niemczech) to mam po prostu ochote zrobić rewolucję :). Wiadomo nie zawsze jest kolorowo no , ale bezprzesady żeby siedzieć w szkole codziennie od 8 do 15 i praktycznie nic z niej nie wynosić. Od przyszłego roku biorę korki bo chemia jest trudna. Muszę się odstresować teraz bo od września znów to samo. Nie przejmuj się polskim bo ja mam gorszą ocenę od dziewczyny u mnie w klasie, która stwierdziła, że podmiotem lirycznym wiersza jest.... wiatr :). Pozdrawiam Mania 😊

      Usuń
  46. Jaki wielki wpływ ma to do jakiego liceum trafimy. Ja liceum miałam genialne, ale gimnazjum ... Ech, wolę nie wspominać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za twój komentarz i jednocześnie proszę o zachowanie kultury :)

Szablon - Catherine Wolf. Obsługiwane przez usługę Blogger.

instagram