23.07.2015

Jak zdać maturę? Jak ja się uczyłam?

Gdy rok temu przyleciałam do Polski, to głównie zależało mi na zdaniu matury. Po bardzo krótkim incydencie w polskim liceum (klik), zapisałam się do szkoły zaocznej i rozpoczęłam naukę na własną rękę. Miałam kilka miesięcy na zdobycie wiedzy i poradziłam sobie świetnie. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Jak to zrobiłam?


Należy zauważyć, że przez ostatnie lata mieszkałam i uczęszczałam do szkoły w Stanach Zjednoczonych. Rzeczy których się tam uczyłam, bardzo różnią się od tych z polskiego liceum. Opanowałam język, poznałam kulturę i historię Ameryki, nauczyłam się przedsiębiorczości, planowania i zarządzania czasem. Odkryłam sztukę robienia świetnych notatek. Poznałam wszystkie możliwe rodzaje frytek w szkolnej stołówce i zaznajomiłam się z ulicznym, amerykańskim slangiem. Niestety nie potrafiłam liczyć delty, rysować wykresu funkcji homograficznej, ani podać daty początku renesansu w Polsce. Nie mogłam pozwolić sobie na myślenie, że jakoś to będzie, bo "głupia nie jestem", a z lekcji coś wyniosłam. Wiedza którą miałam w tamtym czasie, nie dawała mi gwarancji zdania tego testu.
Na naukę miałam kilka miesięcy. Zniechęcona komentarzami nauczycieli, którzy nie wierząc we mnie krytykowali mój 'szalony' pomysł, przestałam 'szukać' pomocy, lub swego rodzaju wsparcia. Nie zapisałam się na żadne korepetycje lub indywidualne lekcje. Do szkoły chodziłam w soboty i niedziele, a na tygodniu sama poszerzałam swoją wiedzę.
Wierzę, że najważniejsze w tym wyzwaniu było moje podejście. Podeszłam do tego z ciekawością. Byłam ciekawa rzeczy których się uczę, chciałam aby zostały mi w głowie, i miała z nich pożytek. Aby mnie wzbogaciły, dało do myślenia lub po protu zainteresowały. I to był klucz do sukcesu. Nauka nie była dla mnie bezsensownym kuciem i zapamiętywaniem regułek, a czasem kiedy dowiadywałam się czegoś nowego, rozwijałam się.
Z języka polskiego uczyłam się epokami. Czytałam o każdej z nich, poznawałam jej zagadnienia, terminy, znanych twórców, filozofów, popularne hasła, utwory, teksty(lektury) i obrazy. Tak abym wiedziała czym się cechowała, o co w niej chodziło, czym się ludzie inspirowali, "co było na czasie". Bardzo to lubiłam. Potem na kartce rozmiaru A3 lub większej, wypisywałam sobie wszystko co chciałam, co uważałam za słuszne.
Nie ukrywam, że ucząc się sama, było to trochę subiektywne i wybiórcze. Bardziej zagłębiałam się w to co mnie interesowało, a po macoszemu traktowałam to co uważałam za nieciekawe. Ale w końcu uczyłam się dla siebie i wiedza którą zdobyłam, cały czas jest ze mną. Nie wyparłam jej z mózgu po zaliczonym sprawdzianie. Podeszłam do tego jak do rozwoju siebie, inwestycji. Oczywiście że zdarzały się streszczenia i opracowania, po części dlatego że niektóre rzeczy mnie nie interesowały, ale też, że nie miałam na wszystko czasu. Teraz np. gdy mam wolne, bardzo chętnie przeczytam kolejne części "Chłopów" Reymonta. :) Bez kitu!  W szkole, na weekendach pomagali mi nauczyciele, mówiąc i doradzając na co powinnam zwrócić uwagę, o czym powinnam poczytać w domu. A ja to robiłam.
Matematyka. Oczywiście nie poradziłabym sobie bez wszystkim znanego Matemaksa. Człowiek który widać, że kocha to co robi i potrafi to świetnie przekazać. Nie jedną noc spędziłam oglądając jego filmiki. Polecam wszystkim.
Korzystałam też z Matematykapisz.
Oraz  matmana6. Tutaj polecam subskrypcję przez e-mail. Codziennie dostawałam słodką wiadomość motywacyjną i  nową lekcje wraz z zadaniami sprawdzającymi. Pomagało mi to utrzymać systematyczność.
Angielski odpuściłam. Kilka dni przed maturą, stwierdziłam jednak że wypadałoby przypomnieć sobie jakieś podstawowe zasady gramatyki. Padło na mixed conditionals (mieszane tryby warunkowe). Zawsze robiłam je na tak zwane "wyczucie". Po prostu wiedziałam co dobrze brzmi, gdy coś chce powiedzieć. Niezaznajomionych odsyłam do notki, o tym dlaczego nie polecam nauki gramatyki KLIK. Gdy zaczęłam czytać polskie tłumaczenia, wyjaśnienia i reguły to złapałam się za głowę.
Dałam sobie spokój i przeszłam do phrasal verbs. To również skończyło się klęską. Kto followuje mnie na instagramie ten widział post:

Znam ich dużo, bo używa się ich często w języku angielskim. Są przydatne. Ale są to takie słówka których nie da się po prostu wykuć. Zlepek dwóch krótkich wyrazów, które na pierwszy rzut oka mogą znaczyć wszystko. Dlatego najlepiej uczyć się ich w wyrażeniach, zdaniach, w praktyce.
Zdenerwowana stwierdziłam, że to nie ma sensu i przecież czegoś się w tej Ameryce nauczyłam. Napisałam podstawę na 98%, a rozszerzenie na 96%.
Rady ode mnie? 1. Ucz się dla siebie. Nie traktuj tego jako kary, a jako inwestycję w siebie.
2. Podziel sobie naukę, tak abyś nie obudził się z ręką w nocniku tydzień przed testem.
3. Kolorowe pisaki, karteczki, ładne notatki, diagramy i drzewka pomagają przyswajać wiedzę.
4. Dołącz do grup na facebooku. Kilka tygodniu przed maturą w jednej z grup w stylu Matura2015 było około 40tys osób! Ludzie dzielili się świetnymi informacjami i notatkami. Super sprawa.
No i na koniec: Matura to bzdura! Nie taki diabeł straszny jak go malują. To tylko większy test. Ta atmosfera stwarzana wokół niej, przede wszystkim przez nauczycieli, ale także uczniów, a nawet media robi z igły widły. ;)

Dasz rade!

IzabelaPozytywnie

30 komentarzy:

  1. Gratuluję! Jestem pod bardzo dużym wrażeniem! Nie miałabym w sobie nawet ułamka takiego samozaparcia, zaangażowania i pracowitości jak Ty. Myślę, że teraz nie masz już żadnych wątpliwości, że... możesz wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję tak wysokich wyników z angielskiego! No i ogromnego samozaparcia by osiągnąć swój cel :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć!
    Przede wszystkim - gratuluję super wyników! Skoro wróciłaś do Polski i zdecydowałaś się na maturę to rozumiem, że dlatego, że chciałaś tutaj iść na studia? Co planujesz? Wybacz niewiedzę, ale bloga znam od paru dni dopiero, nie czytałam wszystkiego, a poszczególne notki, jako że sama za niecałe 3 tygodnie wylatuję na rok do Stanów - do Mississippi. :)) Byłam już w Stanach, ale jedynie na krótki okres czasu i w większych miastach (jak NYC), a teraz lecę na rok w nieznane (na wymianę) i jestem lekko przerażona, a z drugiej strony podekscytowana i już mogłabym się pakować :P W niektórych kwestiach czytanie Twojego bloga mnie uspokoiło, a w innych wręcz przeciwnie, no ale cóż, jakoś to będzie :D Musi!

    http://bigdreamsbigass.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow naprawdę jestem pod wrażeniem samozaparcia w dążeniu do celu, gratulacje! I wg to już rok w Polsce, czas leci jak szalony :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję raz jeszcze i fajnie, że zdecydowałaś się prekazać te informacje szersemu gronu. Może ktoś trafi tu akurat przee swoją maturą i nieco się podbuduje? ;)
    Ps 'w weekend' a nie 'na weekendzie' raczej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję! :) Chęć nauki i poznania jest zdecydowanie najlepszym kluczem do sukcesu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję samozaparcia i komsekwencji! Jeśli chodzi o polski- nauka epokami to chyba najlepszy sposób, który sama też stosowałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy ktoś się może przeczepić (np. na maturze, ale też na co dzień) jak się używa amerykańskiej wersji angielskiego, zamiast brytyjskiej, która jest bardziej preferowana w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na maturze zarówno angielski brytyjski jak i amerykański są akceptowane. Wiem, bo pytałam. :D A co do sytuacji na co dzień, to nie powinno być problemów. Nie wiadomo kto gdzie przebywał, czy jak się uczył. Oba języki są poprawne. Czasem mogą wyjść tylko drobne nieporozumienia, więc jeśli zna się różnice to warto zwrócić uwagę z kim się rozmawia. Ale to szczegóły. :)

      Usuń
  9. Niesamowite :o Czy będąc jeszcze w gimnazjum pisałaś egzamin z podobnym nastawieniem ? I jak Ci poszedł ? ;)
    Swoją drogą to ciekawe jak edukacja różni się w Polsce i Stanach. Może zrobisz post na temat tych świetnych notatek ? Na pewno się przyda. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam to egzamin gimnazjalny poszedł mi dość dobrze. Podchodziłam jednak do niego z innym nastawieniem. Zależało mi wtedy na dostaniu się do 'dobrego' liceum. (Do tego z którego się wypisałam) :D

      Usuń
  10. No jestem pod wrażeniem i gratuluję, bo jest czego. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluje :) i dobrze, że w końcu nie chodziłaś do zwykłego liceum- one są straszne ;/ najczęściej brak jakiegokolwiek sensownego podejścia do uczniów

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje! Co zamierzasz dalej? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej! Gratuluję zdania matury ;)

    Mam prośbę - może zrobiłabyś osobny post na temat tych świetnych notatek? Bardzo by mi ( i na pewno też innym ) pomogło! Już od dawna czytam wpisy na blogach na ten temat, staram się zbierać jak najwięcej informacji na ten temat, ponieważ jest to bardzo pomocne.

    Z góry dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie :) notaki to było by świetne

      Usuń
    2. Super pomysł. Ogólnie rzecz biorąc zaciekawiłaś mnie zdaniem o tym czego nauczyłaś się w Ameryce. Bo ej, nauka przedsiębiorczości, zarządzania czasem. Coś niesamowitego.
      Wiec super by było jeśli podzieliłabyś się z nami tym co nauczyłaś się w Ameryce.
      Oczywiści jeśli znajdziesz zna to czas :P

      Usuń
    3. To byłoby świetne!

      Usuń
    4. Sprawdzę czy moje metody zdadzą egzamin na studiach i wtedy chętnie się tym podzielę. Nie ma problemu :)

      Usuń
    5. I jak, będzie post czy się nie sprawdziły? :)

      Usuń
  14. Witaj Izabelo :) trafiłam na Twój blog przez blog Aniamaluje i przez parę godzin nie mogłam się oderwać :) Bardzo lubię tego typu blogi, które podobnie jak blog Ani mnie motywują do różnych działań i podpowiadają wiele rzeczy. Jestem chyba dużo starsza od Ciebie :) Maturę zdawałam w Polsce w 2003 r.! Chodziłam niby do jakiegoś lepszego liceum i powiem Ci, że mimo że miałam wszystko przerobione w szkole to tamten okres wspominam nieciekawie. Uczyłam się w wszystkiego w liceum potem w domu przetwarzałam raz jeszcze ale teraz chyba bym tego nie dała rady już....Ile człowiek ma w sobie siły! Podziwiam Cię, że ty sama to wszystko zrobiłaś. Pamiętam jak były przed maturą wolne dni, a ja musiałam siedzieć i kuć, lubiłam epokę młodej polski szczególnie, ale np średniowiecze to była udręka. Ile ja przeżyłam katuszy aby się zmobilizować do nauki, bo zawsze miałam sto milionów innych rzeczy ważniejszych do zrobienia np przesadzanie kwiatka :P potem układania w szafie akurat właśnie teraz kiedy miałam zacząć się uczyć..... Nie było łatwo. W efekcie jakoś dałam radę później obrałam kierunek stricte językowy i zdałam na filologię. To mi najlepiej wychodziło i było moją pasją aż do dziś. Jesteś super odważna z tym wyjazdem do Stanów :) Na pewno wiele dobrego zyskałaś. Ile w rezultacie tam mieszkałaś? Czy byłaś z bliskimi? Pozdrówki Będę tu zaglądać! :) Gabriela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do USA przeprowadziłam się wraz z rodzicami i mieszkałam niecałe 3 lata. Co do nauki, to również miałam momenty, a nawet całe dni lenistwa, kiedy nie robiłam nic. Ale wtedy motywowali mnie znajomi i rodzice. W ciągu dnia również myślałam sobie o tym, że moi rówieśnicy właśnie teraz siedzą na lekcji, a ja oglądam kolejny odcinek serialu i chyba powinnam coś z tym zrobić. :D

      Usuń
  15. O mamuś, jak zobaczyłam Twój wcześniejszy post o wynikach matur to mnie po prostu szczena opadła i obiła się o ziemię! Jesteś niesamowita! Pierwsze, co pomyślałam, to że ja cały czas się ucząc w Polsce i chodząc do jednego z najlepszych liceów w mieście nie potrafiłabym zdać z takimi wynikami ;) We wrześniu zaczynam klasę maturalną i szczerze mówiąc jestem przerażona, boję się, że z tym wszystkim nie dam rady. Szczególnie, że jestem w klasie z rozszerzoną matematyką, biologią i chemią, a na dodatek moja nauczycielka od angielskiego przygotowuje nas do rozszerzenia (angielski jest moją piętą Achillesową. Jest mi słabo na samą myśl...), jednakże rozważam zdawanie samej podstawy. W drugiej klasie już nie mieliśmy łatwo, zdarzało mi się spać po 2 godziny, bo z dnia na dzień trzeba ogarnąć 4 tematy z biologii, zrobić porcję zadań z chemii i jeszcze przygotować się na hiszpański (jak sam język mi się podoba, tak moja nauczycielka kompletnie zniechęca do jakiejkolwiek nauki), a że w mieszkaniu jestem koło 17, później idę na trening, więc nie ma mnie w godz 19-23 (godzinę muszę liczyć na dojazd tramwajem, wracając podwozi mnie siostra/tata/kolega). Chodzimy jak żywe trupy. Jeszcze wizja, że w tym roku mamy tyle materiału do ogarnięcia + powtórki (nasza reforma edukacyjna jest jedną z najgłupszych, jakie mogły chyba być... Przynajmniej ja tak uważam. Szczególnie jeśli własnie chodzi o przedmioty pokroju biologia/chemia/historia/fizyka itd) to mam dość. Miałam się uczyć w wakacje ale jakoś marnie mi to idzie. Chociaż po przeczytaniu o Twoich sukcesach chyba zepnę pośladki i w końcu zacznę cisnąć :D
    Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję! ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. W którym liceum byłaś po powrocie do Polski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę podawać nazwy liceum publicznie. Jeśli Ci na tym zależy napisz do mnie prywatną wiadomość na fb lub e-maila :)

      Usuń
  17. Gratuluję samozaparcia i realizacji zamierzonych celów ! Ja zdecydowanie nie jestem samoukiem stąd moje liczne lenistwo na studiach. A jak oceniasz poziom amerykańskich testów/ tamtejszej matury w porównaniu do polskiego systemu? Który z nich wydawał Ci się bardziej użyteczny, większy pod względem ilości materiału i faktycznie weryfikował wiedzę, a nie był jedynie egzaminem"do zdania"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie w Polsce jest więcej materiału do zapamiętania (wkucia). W Stanach wiedza jest bardziej praktyczna, przekładana tak abyśmy zrozumieli i potrafili wytłumaczyć dane rzeczy własnymi słowami. :)

      Usuń
  18. Ja zdawałam jeszcze starą maturę, gdy nie wymagała ona kucia na pamięć, a inteligentnego zastosowania wiedzy i przeczytanych lektur. Nie uczyłam się jakoś dużo do matury, biologia zajęła mi ze 2 dni, angielski w sumie tylko przejrzałam po łebkach, z polskiego pisałam masę wypracowań, bo na tym wtedy polegała pisemna matura z polskiego. A ponieważ studia wybrałam prywatne, to moje maturalne oceny nie miały większego znaczenia. I na tym skończyła się moja maturalna przygoda. Nikt nigdy więcej nie zapytał mnie o to jak mi poszło na maturze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluję :) Też mam nadzieję, że zdam, kiedy przyjdzie mój czas xD Mam da ciebie jeszcze 2 pytania, nie związane z postem :) Po pierwsze... Kiedy nauczyłaś się angielskiego? Czy chodziłaś wcześniej na jakieś korepetycje, czy to tak samo wyszło? xD A po drugie... Nie myślałaś kiedyś o tym, żeby założyć kanał na YouTube? 😊
    Pozdrawiam, xPainter :*

    true-love-was-going-to-hurt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielskiego uczyłam się od pierwszej klasy podstawówki, ale zaczęłam nim operować biegle i czuć się z nim komfortowo dopiero po kilku miesiącach uczęszczania do amerykańskiego liceum. Youtube cały czas siedzi mi w głowie, ale jeszcze nie czas na to :)

      Usuń

Dziękuje za twój komentarz i jednocześnie proszę o zachowanie kultury :)

Szablon - Catherine Wolf. Obsługiwane przez usługę Blogger.

instagram